SeiShi - Play By Forum ©
 
IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Apartament Kamaela

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Kamael
Admin
avatar

Liczba Postów : 64

POSTAĆ:
HP:
86/190  (86/190)
Mana:
170/220  (170/220)
Strój: Czarne glany, spodnie koszulka, i skórzana kurtka nabijana ćwiekami.

PisanieTemat: Apartament Kamaela   Pon 06 Sty 2014, 10:05

Bardzo duże mieszkanie, które z zewnątrz może przypominać dom. Składa się z dwóch kondygnacji, czyli parteru i pierwszego piętra. Kiedy się wchodzi w oczy od razu rzuca się utrzymany w ciemnej tonacji salon, który jest połączony z dużą kuchnią. Całe mieszkanie jest urządzone bardzo elegancko. Ciemne skórzane fotele i sofa, duży telewizor plazmowy na ścianie. Na dodatek bar i stół do bilarda. Wszystko to przywodzi na myśl mieszkanie jakiegoś playboya. Jedynym co się wyróżnia jest czarny fortepian, stający przy oknie. Na piętrze znajdują się łazienki i kilka pokoi, w tym sypialnia Kamaela. Mieszkanie ma też mały sekret znany tylko właścicielowi. W kilku miejscach, czyli za obrazem w salonie, w sypialni Kama i korytarzu znajdują się małe schowki, w których jest broń palna. Jak to mówią, przezorny zawsze ubezpieczony.
Powrót do góry Go down
http://seishipbf.darkbb.com/t491-karta-postaci-kamael
Kamael
Admin
avatar

Liczba Postów : 64

POSTAĆ:
HP:
86/190  (86/190)
Mana:
170/220  (170/220)
Strój: Czarne glany, spodnie koszulka, i skórzana kurtka nabijana ćwiekami.

PisanieTemat: Re: Apartament Kamaela   Pon 06 Sty 2014, 22:55

Wyszedł ze szkoły wolnym krokiem i od razu podszedł do swojego auta. Papiery dane mu przez Dyrektora schował do kieszeni kurtki. Śnieg, który jeszcze niedawno padał, teraz zaczynał powoli topnieć. Delikatny wiatr poruszał ciemnymi włosami Upadłego.
Kam wsiadł do Porsche i odpalił silnik. Po chwili już jechał prosto do mieszkania. Zaczynało się ściemniać, a on miał jeszcze kilka rzeczy na głowie. Tak. Numer pierwszy kupić książki do historii z jakich się uczy młodzież. Chciał zobaczyć, co też takiego tam jest.
Po pół godzinie niebieskooki otwierał drzwi apartamentu. Zaświecił światło i położył książkę i papiery na stoliku. Sam ruszył do barku i nalał sobie szklaneczkę whisky. Musiał się jakoś odstresować po tym dniu. Spotkanie weterana wojny, poznanie Ny-Ny, rozmowa z Lucyfer i dostanie pracy. Nawet jak dla niego to za dużo. Na dodatek jutro musi tam wrócić, gdyż jak wynikało z planu lekcji i tego co powiedział szacowny pracodawca Pana Miecza, miał mieć zajęcia z drugą klasą. Będzie ciekawie. W międzyczasie Anioł Zagłady przyrządził sobie kanapkę i siadł do wypełniania papierków otrzymanych od Dyrektorka. Pytania o imię, wiek, stan zdrowia itd. Standard. Szybko się z tym uporał i jeszcze zdążył oglądnąć mecz. Niestety nie mógł już siedzieć do późna, więc po północy zgasił plazmę i chcąc czy nie chcąc, poszedł pod prysznic. Po nim od razu wskoczył do łóżka. W końcu musiał być wypoczęty, nieprawdaż? Przed snem jeszcze rozmyślał nad osobami jakie spotkał. Była to naprawdę ciekawa gromadka. "Życie jest przewrotne." pomyślał zasypiając.


Być Ni­kim to bardziej boli niż być Upadłym Aniołem.
Powrót do góry Go down
http://seishipbf.darkbb.com/t491-karta-postaci-kamael
Kamael
Admin
avatar

Liczba Postów : 64

POSTAĆ:
HP:
86/190  (86/190)
Mana:
170/220  (170/220)
Strój: Czarne glany, spodnie koszulka, i skórzana kurtka nabijana ćwiekami.

PisanieTemat: Re: Apartament Kamaela   Wto 07 Sty 2014, 09:17

Promienie słońca weszły prosto do pokoju i padły na twarz Upadłego. Niestety nie obudziły go. Zrobił to dzwoniący kilka minut później budzik. Kam walnął w wredne urządzenie i znowu zakopał się w pościeli. Jednak po chwili doszło do niego, że musi opuścić przyjemne łóżko i ruszyć swój tyłek. Chcąc nie chcąc zwlekł się z wyrka i ruszył prosto do łazienki. Gdyby teraz ktoś widział nagi tors wojownika, mógł się przerazić. Na wyrzeźbionej klacie Generała wojsk Calleum było pełno blizn. Wszystkie wyglądały na stare, jednak każda pewnie stanowił duże zagrożenie. O to była wieczna pamiątka każdej bitwy, w której brał udział Anioł Miecza.
Szybki prysznic i już mógł się ubrać. Najpierw chciał ubrać się jakoś inaczej, lecz stwierdził, że Dyro nic nie powiedział na temat jego stroju. Założył szybko czarną koszulkę, granatowe jeansy i czarną kurtkę. Jak już ma być Upadłym to przynajmniej może się ubierać na czarno.
Na śniadanie wypił kubek kawy i już był gotów do wyjścia. Prawie jednak zapomniał o papierach i książce. Jeszcze kluczyki i portfel i już mógł iść.
Teraz nadszedł czas spotkania z dziećmi. Zamknął drzwi i odpalił samochód.

z/t D Sala lekcyjna klas II


Być Ni­kim to bardziej boli niż być Upadłym Aniołem.
Powrót do góry Go down
http://seishipbf.darkbb.com/t491-karta-postaci-kamael
Kamael
Admin
avatar

Liczba Postów : 64

POSTAĆ:
HP:
86/190  (86/190)
Mana:
170/220  (170/220)
Strój: Czarne glany, spodnie koszulka, i skórzana kurtka nabijana ćwiekami.

PisanieTemat: Re: Apartament Kamaela   Pon 03 Mar 2014, 10:31

Powoli dojeżdżał już do swojego apartamentu. Niby wszystko było w porządku, lecz w środku czuł jakiś niepokój. Jakieś głupie przeświadczenie o tym, że zaraz wszystko pieprznie. Jednak nic się nie stało. Auta poruszały się w takim samym tempie. Morze nie wystąpiło z brzegów, ziemia się nie rozstąpiła, a trąby nie zabrzmiały. Z nieba i czeluści nie zstąpiły armie Aniołów i Demonów by stoczyć ostateczny bój, przed przyjściem zbawcy. Kam nie miał pojęcia kto napisał takie bzdury, lecz należało mniemać, że był albo nieźle narajany, albo pijany. Zmartwychwstania po trzech dniach, zamiana wody w wino i chodzenie po wodzie. Asmodeusz jak zobaczył tą książkę to o mało się nie zakrztusił wodą ze śmiechu. Tak, ludzie wymyślą każdą głupotę, taki ich urok.

Samochód wjechał na podjazd, zaś sam Anioł Miecza czuł się coraz bardziej niepewnie. Wysiadając z pojazdu zauważył, że trzęsą mu się dłonie. To była jakaś anomalia. Kam w całym swoim długim życiu nie drżał. Nawet podczas Wojny czy kiedy umierał. Nigdy. Zaś teraz ręce mu się trzęsą jakby miał febrę. Spojrzał odruchowo na pierścień i aż się zachłysnął powietrzem. Czerwony kamień płonął. Było to niespotykane zjawisko, gdyż pierścień potrafił wyczuć manę. Im silniejsza tym kryształ stawał się bardziej czerwony. Lecz nigdy nie był taki jak teraz. Ciemnowłosy skupił swoją manę i spróbował wyczuć jej przyczynę. Przyczyna zaś uderzyła go w pysk niczym rozpędzona jazda demonów. Olbrzymie skupisko many znajdowało się niedaleko. Zaś ściślej mówiąc w jego mieszkaniu. To było już przegięcie. Przecież własnoręcznie postawił bariery, które złamać mógł tylko ktoś równie potężny. Więc jeśli się nie myli, kilka metrów od niego czai się coś niespotykanego, a może i śmiertelnie groźnego. Szybki ruchem wyjął krótki nóż, zza cholewy glana i ruszył do drzwi. Musiał mieć czas by przywołać miecz, zaś taka dywersja zapewne powinna wystarczyć.
Drzwi jak się spodziewał były otwarte i już od wejścia silna mana uderzyła go ciepłym podmuchem w twarz. Natomiast chwilę za nią doszły odgłosy. Odgłosy kłótni toczącej się w jego salonie.
Asmodeusz:
 
Samael:
 
- Oddawaj to ty debilu! – krzyczał ktoś bardzo dobrze znanym Panowi Miecza głosem.
- Chciałbyś. Przegrałeś więc zabieram fanta skarbie. – odparł drugi głos. Niebieskooki czując rosnącą złość wparował do salonu. To co zobaczył zszokowało go i wkurwiło jednocześnie. Pośrodku salonu stali dwaj mężczyźni. Jeden ciemnowłosy w ciemnym garniaku, z rozpiętą koszulą i samurajskim mieczem. Drugi blondwłosy, miał na sobie pełną zbroję, zaś w ręku trzymał miecz. Czerwona peleryna powiewała w przypływach many. Obaj patrzyli na siebie ze wściekłością, zaś ciemnowłosy trzymał w ręku portfel.
- Powtarzam po raz ostatni Mod. Oddawaj moją kasę i zdjęcia mojej laski. – warknął Samael unosząc miecz. Asmodeusz tylko się uśmiechnął i lekko odsunął kładąc dłoń na rękojeści miecza.
- Spróbuj mi go zabrać Sammy. –odparł. Obaj nie widzieli, ani nie czuli Kama. Jednak za chwilę mieli doznać oświecenia.
- Czy wy sobie kaczy dziób  robicie jaja?! – warknął Anioł Krwi, a jego mana rozlała się po całym pomieszczeniu uderzając we wszystkich, którzy tam był. Asmodeusz i Samael odwrócili się jak na komendę, a miny mieli przerażone. Wiedzieli kiedy Kam żartuje, a kiedy jest poważny. Lecz teraz nie był ani taki, ani taki. Był zwyczajnie wściekły. Zaś kiedy Kamael był wściekły ktoś obrywał. – Nie mogę mieć chwili spokoju, bez tego, że włamiecie mi się do domu i zaczniecie wszczynać burdy?! Na dodatek wyciągnęliście miecze i zbroje! Może do cholery od razu rozpoczniemy koniec świata!
- Ale Kam. my nic… - zaczął Asmodeusz, lecz chwilę później zamilkł widząc ciemne ostrze w dłoni swojego dowódcy. Cholera, było naprawdę źle.
- Zamknij mordę Mod, bo Ci ją obiję. Obaj. Wracać do normalnej postaci. Zaś miecze i zbroje wysłać w niebyt. – warknął, zaś widząc ociąganie dodał. – To jest kaczy dziób  rozkaz!
Obydwaj mężczyźni skinęli głowami i wykonali identyczny gest. Miecze i zbroja Sama rozpłynęły się w powietrzu. Po chwili Kam, którego mana jeszcze pulsowała wściekłością odesłał swój miecz. Niebieskie oczy ponownie obiegły pomieszczenie. Po za tymi dwoma błaznami na kanapie i fotelach siedziały jeszcze trzy osoby.
Abadon:
 
Mefistofeles:
 
Maya:
 
Wysoki ciemnowłosy mężczyzna ubrany w czarną skórzaną kurtkę z naszywkami, oraz ciemne spodnie. Wyglądał jak jakiś członek gangu. Długie włosy opadały mu na plecy. Abadon. Kolejny pierwotny.  Jeden z najsilniejszych Aniołów, armii Calleum. Równocześnie jeden z najbardziej nieobliczalnych. Często tylko groźba dekapitacji zdołały pohamować jego niszczycielskie zapędy. Nie bez kozery  nazywany Tańczącym na Zgliszczach. Obok niego siedział młody mężczyzna. Na twarzy miał lekki zarost, zaś w ustach papierosa. Ubrany podobnie jak Asmodeusz w garnitur. Wyglądał na wyluzowanego i zasępionego. Jakby równocześnie dobrze się bawił i żałował, że musiał tu być. Mefistofeles. Strasznie ciekawa postać. Po upadku lekko się załamał, lecz w dalszym ciągu był jednym z najlepszych specy od magii na wyspie. Zaś obok nich siedziała zmieszana Maya. Jedyna w tym towarzystwie wyglądała na naprawdę wystraszoną. Wiedziała, że Kam może być potężny, ale nigdy go wściekłego nie widziała. Na stole zaś stały trzy butelki wódki i jedna whisky. To po trochu tłumaczyło stan dwóch oficerów Kama. Spojrzał ponownie po całym zgromadzeniu i przeciągnął sobie dłonią po twarzy.
- Naprawdę? A Lilith gdzie zgubiliście? Mefa nie widziałem od pięciuset lat. Aba od dwustu. A teraz wszyscy się zjawiacie w moim mieszkaniu i pijecie mój alkohol.- powiedział.
- Oj tam. Małe spotkanko. Zaś śliczna dupcia niedługo się pojawi. – rzekł Modo i obaj z Samem zaczęli rechotać. Lecz miarka się przebrała. W tym samym momencie obaj otrzymali po potężnym ciosie patelnia, która pochodziła z kuchni ciemnowłosego. Kiedy obaj Upadli padli na podłogę trzymając się za głowy Kam dostrzegł ostatnią osobę, która przybyła.
Lilith:
 
Ciemnowłosa kobieta, w czarnym topie i rękawiczkach. Na prawym ramieniu miała tatuaż, zaś na jednym z palców pierścień. Lilith. Oficer Szarańczy i jedna z najbliższych osób Pradawnego.
- Wybacz Kami, ale musiałam ich utemperować. Jak chcesz im nakopać to później. – powiedziała delikatnym głosem, po czym podeszła do Kamaela i pocałowała go w policzek.
- Wariatka. – mruknął Asmodeusz podnosząc się. Lilith spojrzała na niego groźnie, zaś ten wycofał się pomiędzy Aba i Mayę. Sam po chwili uczynił to samo.
- No dobra, ale co tu robicie? – dowódca Szarańczy zadał podstawowe pytanie.

Occ:
Imprezka!
Kto chce może wbić na chatę. Chętnie pogadam. Nie bać się oni nie gryzą. No przynajmniej większość Very Happy


Być Ni­kim to bardziej boli niż być Upadłym Aniołem.


Ostatnio zmieniony przez Kamael dnia Pią 14 Mar 2014, 05:10, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
http://seishipbf.darkbb.com/t491-karta-postaci-kamael
Rin

avatar

Liczba Postów : 79

POSTAĆ:
HP:
50/50  (50/50)
Mana:
150/150  (150/150)
Strój: brązowa kurtka, czerwony szal, jeansowa spódniczka, kozaki brązowe na płaskim i białe grubsze rajstopy

PisanieTemat: Re: Apartament Kamaela   Nie 09 Mar 2014, 02:55

Przechadzała się ulicami, gdy nagle poczuła jakąś nieznaną energię. Zabolało ją w brzuszku, ale nie wiedziała dlaczego, a coś w głowie spowodowało, że ruszyła w stronę apartamentu, z którego dochodziły głośne rozmowy. „Zabawa...” pomyślała sobie z uśmiechem, szukając drzwi wejściowych. Coś w sercu zabiło mocniej, anielska interwencja zrodziła w sercu niepokój, lecz podekscytowanie małej dziewczynki i chęć uniknięcia zimna, pchała ją ku temu co poczuła. Po chwili poszukiwań znalazła klamkę i nacisnęła ją, wchodząc do środka. Początkowo nikt nie zwrócił na nią uwagi, ale chwilę po tym złote motyle jej many rozleciały się po pomieszczeniu, a doświadczone typy z pewnością wyczuły ukrytą anielskość. Ona sama jak zwykle nie wiedziała, że coś takiego miało miejsce, ale gdy spostrzegła twarze zżeranych, była przekonana, że to raczej nie jest bal przebierańców i nieźle wpadła… Odruchowo schowała się za osobą, która sprawiała wrażenie najłagodniejszej, czyli czarnowłosej pani.
-Przepraszam, ja tylko…- zaczęła tłumaczyć się nerwowo, drżąc ze strachu. –Myślałam, że to bal przebierańców, bo pan tak zabawnie wygląda…- pokazała palcem na Abadona, lecz gdy rzucił jej swoje spojrzenie natychmiast odwróciła wzrok, ponownie znikając za nieznaną panią. Nie miała na myśli go obrazić, dzieci po prostu są szczere z natury. Nerwowo zaczęła modlić się do aniołów, a motyle znów się rozbrykały.
Powrót do góry Go down
Ny-Ny

avatar

Liczba Postów : 71

POSTAĆ:
HP:
250/250  (250/250)
Mana:
270/270  (270/270)
Strój: Czarne spodnie za kolana, szary t-shirt, gruba, o wiele za duża ciemna bluza z kapturem. Nogi owinięte grubą warstwą bandaży.

PisanieTemat: Re: Apartament Kamaela   Nie 09 Mar 2014, 09:43

Droga była niejako znaczona krwią. Dziwna grupa kluczyła po zaułkach, z dala od ciekawskich spojrzeń, klucząc wśród cieni. Szli wolno, bo Ny-Ny nie chciała narzucać prędkości Łapie, dzielnie szedł obok dziewczynki. Wprawdzie mówił, że może odejść i nic mu nie będzie, ale się uparła, że zna sposób by im pomóc. Jej samej sińce i rozbita głowa dawała się we znaki, a w piersiach coś bolało przy głębszym oddechu. Wyglądała koszmarnie. Łuski kleiły się od krwi. Ziemniak, który w czasie bójki skrył się pod bluzą, teraz siedział na jej ramieniu, sycząc uspokajająco.
I Ny-Ny była spokojna. Oddychała cicho, ukradkowo i bolało ją to, że istnieją ludzie zdolni do zmasakrowania niewinnych zwierząt. Łapa znalazł Kła, gdy ten uciekał ciągnąć wyrwaną komuś torbę. Był głodny, ukradł pierwszy lepszy pakunek. A potem przyszli tamci, z kijem na dodatek. Czemu z takiej odległości wyczuła ich strach i wściekłość ludzi? Nie wiedziała, ale czuła ciarki na samą myśl.
Dotarła do celu. Przystanęła na chodniku, wpatrując się w budynek przed sobą. Wielki apartament, ogrodzony okazałym płotem i dużo zielonego terenu – piękny ogród. Na podeście stał czarny samochód. Dom sprawiał wrażenie nie do zdobycia, a samej Ny-Ny skojarzył się z domem jej rodziców, ogromnym, pełnym przepychu budynkiem, którego z całego serca nie znosiła.
Nos jednak jej nie zawiódł. Zapach starej krwi zalegał w okolicy, a cień many Kama również wyznaczał jej drogę. Nie był sam. Punkty energii znajdujące się w jego domu były podobne do niego – pachniały czarnymi piórami, pyłem walki i czymś wiekowym, przywodzącym na myśl zapach starych ksiąg. Dziewczynka podeszła bliżej, przekrzywiając głowę. Kaptur nasunęła na czoło, ale rozdarty materiał nie zasłaniał jej twarzy tak dobrze jak wcześniej. Kamael jest w środku, a jej priorytetem była pomoc…
Nie lubiła drzwi frontowych. Znaleźli się z boku budynku, przy wielkich oknach, a do uszu Ny-Ny dolatywały przytłumione głosy. Teraz musi tylko pójść po błękitnookiego mężczyznę.
Położyła delikatnie Kła na trawie i pogłaskała Łapę.
- Ny-Ny idzie, ale wróci. Kieł, Łapa czeka. – powiedziała krótko, zwracając głowę w kierunku okiennicy.
Było otwarte. Może nie do końca, ale nieznacznie, w ten sposób, by Ny-Ny mogła się prześlizgnąć przez okno. Tak też niezwłocznie zrobiła, wbijając pazury w ścianę. Niestety, w ostatniej chwili omsknęła się jej dłoń, wilgotna od krwi. Zamiast cicho wejść do pomieszczenia, poleciała na łeb na szyję w stronę zlewu i naczyń, tłukąc dwa talerze. Syknęła, upadając z blatu na podłogę, brudząc wszystko dokoła posoką. Narobiła hałasu, dobrze to wiedziała. Głosy dobiegające z głębi domu przybrały na sile i nim dziewczynka się spostrzegła, padł na nią wielki cień.
Ny-Ny uniosła głowę i parsknęła, zmieniając oczy w czerwone latarnie. Stał przed nią ciemnowłosy mężczyzna w skórzanej kurtce, ogromny jak góra. Nabity mięśniami, przyozdobionymi grubymi żyłami i bliznami, milczał, a ponury wyraz twarzy dorównywał tylko posępnemu spojrzeniu. Nie zdążyła zareagować gdy niezwykle szybko znalazł się przed Ny-Ny i złapał za obolałą szyję, jak niepokorne kocie. Następnie ruszył w stronę salonu, z wierzgającą jaszczurką w dłoni. Łapę miał tak wielką, że mogłaby zamknąć w niej jej całą głowę. Zdołała tylko wbić w nią pazury, co nie zrobiło na mężczyźnie najmniejszego wrażenia.
I tak dziewczynkę wprowadzono do pokoju pełnego dziwnych osobistości. Wszyscy pachnieli tak samo, krwią i pyłem, ale brzeżkiem świadomości zauważyła obecność Rin. Szczerze, nie zdziwiła się faktem, że jest tutaj, w końcu może chodzić gdzie chce. Many emanowały zdziwieniem, ale to norma, tak zawsze było gdy tylko się pojawiała. A była tu w konkretnym celu i mało obchodziła ją ich reakcja. Szamocząca się, rozczochrana, brudna od krwi pół-jaszczurka wywinęła się z uścisku wielkiego mężczyzny, przebiegając po jego ramieniu jak po grubej gałęzi. Odbiła się od masywnych pleców, wskakując na żyrandol i zwinnie, jak gad, pomagając sobie pazurami przebiegła po suficie na drugi koniec pomieszczenia. Długi ogon zahaczył o żyrandol, szkło brzdęknęło cicho. Tam Ny-Ny zwolniła uścisk, lądując na czterech łapach przed Kamaelam. Wyprostowała się szybko, nieświadomie prezentując sińce, rozbitą głowę i sklejoną krwią grzywkę.
- Łapa znowu boli. Kieł boli. Kam pomoże? – zaczęła niepewnie, nie spuszczając oczy z mężczyzny i wskazała kierunek kuchni. Jak na zawołanie Łapa szczeknął basowo, witając się z Upadłym.
Ny-Ny wprawdzie nie obchodziło poruszenie, jakie wywołała plamiąc drogie dywany krwią, ale zależało jej na reakcji Kamaela. Niecierpliwie odwróciła głowę w kierunku miejsca, gdzie zostawiła psy, by wrócić do niego spojrzeniem ignorując wszystko inne.


Ssskha!
Powrót do góry Go down
http://seishipbf.darkbb.com/t475-ny-ny
Kamael
Admin
avatar

Liczba Postów : 64

POSTAĆ:
HP:
86/190  (86/190)
Mana:
170/220  (170/220)
Strój: Czarne glany, spodnie koszulka, i skórzana kurtka nabijana ćwiekami.

PisanieTemat: Re: Apartament Kamaela   Pią 14 Mar 2014, 05:10

„Co wy tu robicie?”. To pytanie zawisło w powietrzu. Jakoś nikt z obecnych nie kwapił się zbytnio z odpowiedzią. Wiedzieli, że za swoje zachowanie mogli dostać w ryj i woleli tego uniknąć. Nawet Ab siedział cicho i obserwował ścianę z takim zainteresowaniem jakby znajdowały się tam przynajmniej dwie nagie panienki. Mef jak zawsze miał na wszystko wywalone i słuchał swojego dowódcy i przyjaciela z dość małą uwagą. Maya schowała się za Asmodeuszem, który też jakoś się nie spieszył by odpowiedzieć. Mod spojrzał na Sama i po chwili obaj rzucili Lilith błagalne spojrzenie. Obecnie Oficer Miecza była jedyną osobą, która nie boi się Kamaela. Ta popatrzyła się na chłopaków i westchnęła. Podeszła do Pana Miecza i położyła mu dłoń na ramieniu. Pierścień na jej dłoni zalśnił delikatnym blaskiem przez chwilę.
- Spokojnie Kam. jesteśmy tu bo wiemy co się szykuje. – powiedziała spokojnie. Lilith jak chciała była do rany przyłóż. Gorzej było jak wpadała w furię. Wtedy zazwyczaj ktoś obrywał. A ten ktoś nazywał się Asmodeusz lub Samael. – Mod wyczuł, że coś jest na rzeczy skoro chciałeś odzyskać pierścień. Więc jeśli Luc się chce bić to niech próbuje. Staniemy przeciwko niemu wszyscy.
Po tych słowach wszyscy rycerze zagłady wstali na równe nogi i przyłożyli prawą pięść do serca. Ten gest oznaczał, że oddają swoje życia Kamowi. Mężczyzna już miał coś powiedzieć gdy wszyscy poczuli zmianę. Wśród ciężkiej many Upadłych pojawiła się mała kropelka innej many. Many tak dziwnej, że jeszcze nigdy się z taką nie spotkali. Chwilę później usłyszeli cichy głosik. Gdy spojrzeli w jego stronę dostrzegli małą, raptem dziewięcioletnią dziewczynkę. Ta najwyraźniej zdała sobie sprawę z popełnionej pomyłki, gdyż chwilę później schowała się za Lilith łapiąc się przy okazji jej fartucha. Jej mana była typowo ludzka, lecz było w niej coś jeszcze. Coś co pachniało jak…
- Anioł. – warknął Abadon patrząc na dziecko wściekłym wzrokiem. Wolną ręką zaczął szukać miecza.
- Ab spokój. – powiedział Kam, widząc do czego to zmierza. Sam nie wiedzieć czemu kojarzył manę tej dziewczynki. Jakby kiedyś ją spotkał. Lecz to było niemożliwe. Kiedy zobaczył, że Tańczący na Zgliszczach nie wypełnił rozkazu, jego oczy rozbłysły na moment ciemną maną. – Spokój żołnierzu!
Po tych słowach Ab przestał wzywać miecz i usiadł na kanapie, lecz wzrok w dalszym ciągu miał utkwiony w dziecku. W tym samym czasie Lilith uklękła przy dziecku i popatrzyła blondynce w oczy. Umiała ocenić czy rozmówca jest szczery. Po chwili uśmiechnęła się. W tym dziecku nie było fałszu. Pogłaskała dziewczynkę po blond czuprynce.
- Tak on często śmiesznie wygląda. Szkoda, że nie widziałaś jak się kiedyś potknął i wpadł na błoto. Wtedy dopiero zabawnie wyglądał. A powiesz mi jak masz na imię? Bo ja się nazywam Lilith, to jest Kamael, a tamtych poznasz później. – rzekła kobieta. Anioł Krwi patrzył na tą scenę. Lilith naprawdę się zmieniła od czasu wojny. Tak samo jak cały świat.
- A tak w ogóle Kam, to co zrobiłeś ze swoją fryzurą? Bo muszę Ci powiedzieć, że wyglądasz nieźle. Przynajmniej nie straszysz tym emo wyglądem. – rzekł Modo podchodząc do trójki i obserwując uważnie dziecko. Zastanawiał się co robić.
- Nie podlizuj się Mod, bo Ci…- powiedział niebieskooki i chwilę później w kuchni rozległ się głośny rumor. Kam popatrzył na Abadona, zaś ten ruszył do kuchni.
Po chwili wyszedł z niej jeszcze bardziej ponury trzymając nieproszonego gościa za kark. Pan Miecza po raz kolejny wciągu kilkunastu minut był zszokowany tym co zobaczył. Otóż osóbką, która zrobiła taki hałas był nie kto inny jak Ny-Ny. Lecz wyglądała zupełnie inaczej niż wtedy kiedy zostawił ją poprzedniego dnia z Keyem. Była brudna pokrwawiona i bardzo niespokojna. „Przysięgam, że jeśli ten demon jej coś zrobił to wypruje mu flaki.” pomyślał niebieskooki zaciskając pięści. Po chwili jaszczurka wywinęła się z chwytu Aba, wskoczyła na sufit i po minięciu żyrandola wylądowała z pięknym telemarkiem przed Upadłym. Od razu z jej ust wypłynęła prośba o pomoc. Pomoc zwierzakom. Kam popatrzył na dziecko i lekko przejechał sobie dłonią po twarzy.
- Rozumiem Ny-Ny. Zostań tu na chwilę, a ja pójdę zobaczyć co jest z Łapą i Kłem. – powiedział i ruszył w stronę kuchni. – Lilith zajmij się nią.
Kiedy wszedł do kuchni i otworzył drzwi do jego uszu dobiegło ciche skomlenie. Kilka metrów dalej na trawników znajdowały się dwa psy. Jeden już dobrze znany czarnoskrzydłemu pies i drugi młodszy. Młodszy wilczur wyglądał koszmarnie, więc to od niego zaczął kurację. Kiedy zakończył psiak jeszcze był oszołomiony, więc mężczyzna wziął się za pomoc drugiemu poszkodowanemu. Po chwili obydwa psy po kilku minutach wyglądały o wiele lepiej, lecz wciąż najpewniej były głodne. Dowódca Szarańczy wziął młodszego, a właściwie szczeniaka na ręce, zaś Łapa z godnością wszedł sam do domu. Tam mężczyzna wyciągnął jakieś talerze i miski, po czym nalał zwierzakom wody i dał jakieś mięso do zjedzenia. Jemu nie ubędzie. Kiedy psiaki wzięły się do pałaszowania niebieskooki wrócił do salonu, gdzie Lilith zajmowała się swoją pacjentką. Właściwie już kończyła leczenie ran dziewczynki. Na tym polu ona i Mef byli o wiele lepsi od Kama. Kiedy już się wszystko skończyło Kamael podszedł do Ny-Nyś.
- Hej mała. Z Łapą i Kłem już w porządku. Jedzą sobie obiad w kuchni. Jak chcesz możesz do nich pójść. – rzekł Upadły. W tym czasie Lilith uśmiechnęła się i wzięła Rin za rączkę.
- Sądzę, że najlepiej jak one też coś zjedzą. Idę im coś przygotować, a wy tu posprzątajcie i wywietrzcie. Maya pomożesz mi. – rzekła Upadła. Młodsza kobieta kiwnęła głową i ruszyła za swoją przyjaciółką do kuchni. Gdy już tam się znaleźli, Lilith posadziła dzieci przy stole, a sama otworzyła lodówkę.
- No dobrze. Co chcecie zjeść? – rzekła z uśmiechem. W salonie panowie porządkowali miejsce.


Być Ni­kim to bardziej boli niż być Upadłym Aniołem.
Powrót do góry Go down
http://seishipbf.darkbb.com/t491-karta-postaci-kamael
Rin

avatar

Liczba Postów : 79

POSTAĆ:
HP:
50/50  (50/50)
Mana:
150/150  (150/150)
Strój: brązowa kurtka, czerwony szal, jeansowa spódniczka, kozaki brązowe na płaskim i białe grubsze rajstopy

PisanieTemat: Re: Apartament Kamaela   Sob 15 Mar 2014, 11:20

Kaede znów krzyknęła we wnętrzu malutkiej Rin, dając jej falę nieufności co do kosmatych typków, ale po chwili resztki anioła w ciele małej wyczuły niesamowitą okazję naprawienia serc kilku wysoko postawionych  upadłych. Właściwie to niewinna dziewczynka może naprawić ból, który te biedne istoty niosą w sercach i ostatecznie dać szansę na ich zbawienie. Rin chwyciła się z bólem za brzuszek. To naturalne dla maleństwa podczas stresującej sytuacji. Była przekonana, że ci duzi ludzie będą na nią krzyczeć, przecież krzyczeli na siebie i mówili coś dziwnego… Spuściła zakłopotane spojrzenie, patrząc na swoje stopy. Była przestraszona, nawet gdy ta miła pani okazywała jej zainteresowanie. Myślała o ucieczce z tego miejsca, ale chyba nie było ku temu możliwości… Co ją podkusiło, żeby tutaj wejść, co to za dziwne uczucia, które pchają ją ku dziwnym wyborom, najpierw ucieczka z domu dziecka, a teraz wejście do czyjegoś mieszkania… Ponadto czuła coś mrocznego, co nie dawało jej możliwości otworzenia się. Oni wszyscy mieli coś z… Z duszą! No tak, niedawno rozmawiała o niej z Ny-Ny… Czyste serce niewiniątka instynktownie przeczuwało, że coś złego wisi w powietrzu, nawet gdy któryś z nich sprawia wrażenie miłej osoby, to co to za mroczne uczucie? Miała wrodzony talent do wyczuwania różnych energii, nigdy tego nie rozumiała, bo żyła w przekonaniu, że na świecie są tylko ludzie. Od śmierci dziadków dziewczynka miała wrażenie, że te energie wymuszają na niej różne wybory, nie miała pojęcia że to ciocia Kaede, ani nie wiedziała, że wszystkie te kroki są bardzo potrzebne wyższym celom, a przede wszystkim bezpieczeństwu Rin. W rodzinnym mieście, w domu dziecka groziło jej śmiertelne niebezpieczeństwo, ale prawdę o tym wiedziały tylko niektóre demony i Kaede.

Oroka, moment przed śmiercią aniołka

Rany były już zbyt dotkliwe, demony dopełniły swego podczas zamachu w Oroce, polowania na Kaede.
-Ona będzie następna suko…- powiedział dowódca sług piekła, zanosząc się demonicznym rechotem. Z ust anielicy cały czas płynęła modlitwa, a mana dobroci skutecznie zniechęcała pozostałych zamachowców.
-Dlaczego chcecie Rin?- wykrztusiła, wypluwając trochę krwi.
-Ona nie jest zwykłym dzieckiem, nigdy nie zaznał grzechu. Jej dusza musi smakować tak słodko…

Apartament Kamaela, teraźniejszość

Do uszu dziewczynki nagle dotarł jakiś hałas. Zaciekawienie wygrało z uczuciem strachu, wyjrzała zza nóg upadłej i zauważyła Ny-Ny, lecz jej stan był jakiś taki… To chyba pierwszy raz gdy ujrzała tyle krwi, bez słów ponownie schowała się w najbezpieczniejszym miejscu w całym mieszkaniu- nogami Lilith. Tego było za dużo, mroczne energie, krew, pełno osób dziwne rozmowy, poczucie zagrożenia, samotność. Przestraszona spojrzała na koralik z wezwaniem archanioła i instynktownie schowała go pod koszulką. Chwilę później dała zaprowadzić się do kuchni i z nadmiaru wrażeń zemdlała…
Zanim zupełnie urwał się jej film, poczuła jak stado złotych motyli obejmuje jej ciało, a głos Kaede przemówia w jej głowie.
-Nigdy cię nie zostawię Rin, kocham cię, żyj miłością. Jesteś taka niezwykła kochanie…- wokół ciała dziewczynki znów rozszalała się anielska aura, a wszyscy w otoczeniu z pewnością przez dwie sekundy mogli ją zaobserwować.
Powrót do góry Go down
Ny-Ny

avatar

Liczba Postów : 71

POSTAĆ:
HP:
250/250  (250/250)
Mana:
270/270  (270/270)
Strój: Czarne spodnie za kolana, szary t-shirt, gruba, o wiele za duża ciemna bluza z kapturem. Nogi owinięte grubą warstwą bandaży.

PisanieTemat: Re: Apartament Kamaela   Nie 16 Mar 2014, 02:56

Powiedzmy, że nie miała pojęcia, iż swoim przybyciem wywoła takie poruszenie. Ny-Ny chciała tylko pomocy dla Kła i Łapy, co Ny-Ny… Z nią zawsze będzie dobrze, chociażby róg jej odłamali.
Dziewczynka odprowadziła spojrzeniem znikającego w kuchni Kamaela, po to, by zaraz podskoczyć, gdy poczuła czyjąś dłoń na ramieniu. Obróciła się odruchowo, cofając i obnażając kły. Jej oczom ukazała się kobieta, która stała wcześniej przy drzwiach. Ciemnowłosa, w rękawiczkach, z niewiadomych przyczyn trzymała patelnię i patrzyła na Ny-Ny… Z troską? Ta nie spuszczała z niej nieufnych ślepi, a gdy znów podeszła bliżej i zdjęła dziewczynce kaptur, syknęła ostrzegawczo. Chciała ją złapać za ręką, ugryźć, zadrapać, bo Ny-Ny nie cierpiała gdy zaburzano w ten sposób jej przestrzeń osobistą, ale ucichła nagle. Ból w głowie zaczął przechodzić, gdy kobieta leczyła obitą skórę naokoło ukruszonego rogu. Latarnie w oczach jaszczurzej panny gasły wolno, przybierając spokojną, szarą barwę.
Za to Ziemniak, widząc, jak obca ręka dotyka głowy jego gatunkowej siostry parsknął i wskoczył Lilith na dłoń. Przebierając szybko łapami wdrapał się jaj na ramię, prychając i kłując delikatnie nastroszonymi łuskami. Ny-Ny złapała go zanim coś zrobił, sycząc tłumaczyła coś po swojemu, po czym jaszczurka usiadła w jej kapturze, łypiąc nieufnie naokoło.
- Ziemniak nie chciał. – wytłumaczyła się za zwierzątko cicho, wzruszając lekko ramionami. Zamilkła na moment. – Ny-Ny nie boli… – powiedziała cicho, może podsumowując kurację, może chcąc powiedzieć, że nic jej nie będzie.
Strzelała spojrzeniem ponad ramieniem kobiety, którą Kamael nazwał Lilith, przyglądając się całej gromadzie. Czuła, że są starzy. Zapach zwietrzałej krwi mieszał z odorem pola bitwy i pyłu. Tak, takie dla niej były ich aury… Oprócz tego, czuła woń pierza i własnej krwi, którą… Co tu kryć, trochę zachlapała podłogę. Nawet potężny mężczyzna, który ją tu przyniósł z nieodgadnioną miną wycierał sobie ramię od jej posoki. Dostrzegła też Rin, dziwnie bladą i drżącą. Przy niej coś błysnęło, a może się jej zdawało… W każdym razie nie przykuło to uwagi Ny-Ny, która uniosła głowę wyżej, gdy gospodarz wszedł do salonu.
Lilith spisała się znakomicie. Guzy wyleczone, obite miejsca nie bolały, smak krwi znikł z ust. Pozostała tylko czerwień, skorupa z zeschniętej krwi oraz kurzu na łuskach, ale kto by się tym przejmował?
Kamael nie zdążył wyrazić przyzwolenia by poszła do kuchni, bo na same słowa, że z psami już wszystko w porządku, Ny-Ny wywinęła się sprytnie i przemknęła pod ramieniem mężczyzny, biegnąc w kierunku wskazanego pomieszczenia. Tam usiadła obok zwierząt, które oderwały się od posiłku, by biegać naokoło dziewczynki, lizać po twarzy i pokazywać po psiemu swój entuzjazm. Objęła oboje i podrapała energicznie za uszami, sycząc cicho, też z zadowolenia. Ziemniak wygramolił się z kaptura i bezczelnie wyżerał mięso z miski Łapy.
Udało się Ny-Ny pomóc im, chociaż to Kam uzdrowił psiaki, jednak gdyby ich tu nie przyprowadziła, albo co gorsza, nie zareagowała na ich skomlenia… Łapa powrócił do posiłku, Kieł zamerdał ogonem i jak to szczeniak tarmosił rękaw dziewczynki, dopóki go nie odgoniła. Też wrócił do miski, a Ny-Ny siedziała obok, głaszczą ich machinalnie.
- Łapa nie boli, Kieł nie boli… – powiedziała z niejakim uśmiechem. Ziemniak nie zaliczył nawet zadrapania, całe szczęście. Grzeczna jaszczurka.
Nie odwróciła nawet głowy, gdy do pomieszczenia weszły trzy osoby, tylko odruchowo nasunęła kaptur na twarz. Dwie kobiety i Rin, której mana… Energia zafalowała, w powietrze znów uleciała masa złotych skrzydeł. Dziewczynka osunęłaby się na ziemię, gdyby jedna z kobiet jej nie podtrzymała.
Ny-Ny przekrzywiła głowę zdziwiona.
- Rin śpi? – rzuciła niepewnie w przestrzeń.
Dorośli czymś się zajęli, wynieśli Rin do innego pokoju, a Ny-Ny przypomniała sobie, że Lilith mówiła coś o jedzeniu. Z kieszeni brudnej bluzy wyjęła wymiętolone paczki z jedzeniem z fastfooda i położyła na blacie kuchni. Jeśli są głodni, niech się częstują.
- Ny-Ny niegłodna. – wyjaśniła krótko, wracając do psów. Ukucnęła przy starszym kundlu, wpatrując się w jego oczy przez chwilę i pogłaskała pod brodą. – Łapa chce iść. Łapa do domu. – zwróciła spojrzenie na szczeniaka, który wiercił się niepewnie obok dziewczynki. – Kieł nie wie gdzie iść. – podrapała wilczura za uchem, sama nieco zatroskana. Z kolei Ziemniak, niepomny na sytuację, złapał się za ogon i tak jak wcześniej przed barem, zaczął się turlać po podłodze.
Cyrk, proszę państwa. Dziwne rzeczy działy się w domu Upadłego.


Ssskha!
Powrót do góry Go down
http://seishipbf.darkbb.com/t475-ny-ny
Kamael
Admin
avatar

Liczba Postów : 64

POSTAĆ:
HP:
86/190  (86/190)
Mana:
170/220  (170/220)
Strój: Czarne glany, spodnie koszulka, i skórzana kurtka nabijana ćwiekami.

PisanieTemat: Re: Apartament Kamaela   Sob 22 Mar 2014, 10:00

Kiedy tylko ciemnowłosa odwróciła się do obydwu dziewczynek od razu poczuła, że coś nie jest tak jak być powinno. W końcu bycie Pradawną miało swoje zalety. Dzięki temu, że wiele widziała, była bardziej czuła. Szczególnie jeśli chodzi o zawirowania many. Sam mówił, że to bardziej kobiecy instynkt, lecz nawet on musiał przyznać, że mało kto potrafi tak doskonale kontrolować manę i ją określać jak Lilith. Zaś właśnie w tym momencie pani oficer Szarańczy wyczuła coś, co można było sklasyfikować między dziwne i cholera co to jest? W jednej chwili w mana Rin zawirowała jak woda po wyciągnięciu korka, zaś sekundę później dziecko zemdlało. Lilith podbiegła do małej z dość przestraszoną miną. Może była elitarną wojowniczką i zabójczynią powołaną przez Najwyższego milenia temu, lecz była również kobietą. Miała w sobie to coś co kazało jej czuć się odpowiedzialną, za te dzieciaki. Ny-Ny wyczuła, że coś jest nie tak więc zrobiła najlepszą możliwą rzecz jaką można. Odsunęła się z zasięgu i podeszła do zwierzaków, które najwyraźniej bardzo się ucieszyły, że ją widziały.
- Kam! – krzyknęła podbiegając od dziewczynki i szybko sprawdzając jej puls. Był trochę za szybki, lecz Rin oddychała i nic nie wskazywało na to, że coś jej jest. – Kam cholero jedna! Gdzie jesteś dziadzie stary!
Krzyczała ile mogła gdyż teraz mana dziecka zaczęła wariować coraz bardziej. Nagle blondwłosą i ciemnowłosą otoczyła chmara złotych motyli. Była to dość ciekawa eskalacja many. Zazwyczaj tak robią niezbyt doświadczone osoby, które dopiero uczą się kontrolować swoją manę i moc w niej drzemiącą. Tworzenie rzeczy ze swojej energii jest prostym sposobem na trzymanie tej siły w ryzach.

Lilith patrzyła jak urzeczona na motyle latające po kuchni jej towarzysza. Nie było to zbyt przyjemne doświadczenie. Na dodatek wyczuła manę anioła w tej małej. Co tu było grane? Na szczęście w tej samej sekundzie do pomieszczenia wpadł Kamael. Akuratnie zdążył zobaczyć koniec przedstawienia. W następnym momencie motylki zniknęły, zaś mana Rin uspokoiła. Anioł Miecza przypadł do kobiety i dziecka.
- Co się tu dzieje Lils? Coś ty jej zrobiła? – zapytał mężczyzna patrząc na swoją oficer. Ciemnowłosa popatrzyła na niebieskookiego tak, że ten się wzdrygnął. Natychmiast pożałował, że zadał to pytanie.
- Nic jej nie zrobiłam. – warknęła Pani Zniszczenia. – Pytałam co chcą zjeść, a ona nagle zemdlała, a w całej kuchni pojawiły się motylki. Więc albo mi się coś dzieje, albo coś się tu dzieje. Coś niezbyt ciekawego.
- Mówisz? Wygląda na spokojną. – powiedział wojownik patrząc na śpiącą Rin. W następnej chwili krzyknął. – Mod!
Asmodeusz wszedł do kuchni z głupim uśmiechem na twarzy. Lecz kiedy zobaczył toczącą się scenę spoważniał.
- Weź ją do jednego z pokoi na górze i połóż. – wydał rozkaz Kam. Mod tylko kiwnął głową i z zadziwiającą lekkością wziął ośmiolatkę na ręce. Po chwili on i Maya wyszli z pomieszczenia. Teraz w kuchni był tylko dowódca najbardziej śmiercionośnej jednostki Wojny, jego zastępczyni, mała Ny-Nyś, oraz dwa bezpańskie psy. Piękna menażeria proszę państwa. Anioł Krwi westchnął i podrapał się po głowie słuchając słów dzikiego dziecka.
- Tak śpi. Nic jej nie będzie. – powiedział Upadły podchodząc do dziecka. – Jeśli Kieł chce to może u mnie zostać ile chce. Ty tak samo mała. Łapa też może czasem wpadać.- rzekł uśmiechając się lekko. Lecz chwilę później został odepchnięty, przez Lils, która wzięła jedzenie Ny-Ny i wyrzuciła je do śmieci. Potem wzięła jaszczurzą pannę i posadziła ją na krześle.
- Nie będziesz się tym truła moja panno. – rzekła matczynym tonem. – Zjesz naleśniki, jak przystało na człowieka. Albo przynajmniej spróbujesz. – powiedziała Upadła i wzięła się za robienie naleśników.

Dwie godziny później wszyscy byli już najedzeni i teraz większość Upadłych siedziała w salonie rozmawiając cicho o Seishi. Maya zajmowała się Ny-Ny, a właściwie pokazywała jej kilka magicznych sztuczek, które mogły się spodobać gadziej pannie. Jedną z nich była lewitacja Ziemniaka. Żadna z osobistości nie wyczuła, ani nie zauważyła postaci po drugiej stronie ulicy, która od godzinny stała w tym samym miejscu i wpatrywała się w okno do salonu Kamaela.

Occ:
Lecimy dalej. Możecie opisać co robiłyście w czasie tych dwóch godzin i zdecydować czy wasze postacie zostają w tym domu.


Być Ni­kim to bardziej boli niż być Upadłym Aniołem.
Powrót do góry Go down
http://seishipbf.darkbb.com/t491-karta-postaci-kamael
Rin

avatar

Liczba Postów : 79

POSTAĆ:
HP:
50/50  (50/50)
Mana:
150/150  (150/150)
Strój: brązowa kurtka, czerwony szal, jeansowa spódniczka, kozaki brązowe na płaskim i białe grubsze rajstopy

PisanieTemat: Re: Apartament Kamaela   Nie 23 Mar 2014, 02:32

Nie!- krzyknęła, zrywając się ze snu, cała oblana potem. Śnił jej się moment śmierci Kaede, teraz zrozumiała, że o ile wizje nie kłamały, to ciocia była prawdziwym aniołem. Rin cichutko płakała, żeby nie wzywać do siebie tych dziwnych osobników. To oznaczało, że nie ma nikogo na tym świecie z jej bliskich, wszyscy nie żyją… Ale przecież niedawno słyszała słowa, że Kaede jej nie zostawi. Nie wiedziała co o tym myśleć, ale czuła się bardziej samotnie niż kiedykolwiek. Nie była też pewna co powinna zrobić, musiała zemdleć i ktoś zaniósł ją tutaj i położył w łóżku, ale wciąż jest u kogoś obcego… Wstała z łóżka i podeszła do okna. Nie ucieknie przez nie, jest za wysoko, nawet gdy użyje swojego szalika. Westchnęła ciężko przyglądając się widokowi zza szyby. Po drugiej stronie ktoś stał, zamrugała z niedowierzaniem oczkami, przyglądając się uważniej ktosiowi. Nagle obcy uniósł wzrok, a ich oczy na chwilę się spotkały na linii wzroku, przestraszona natychmiast zniknęła w głębi pokoju. „On mnie chce złapać…” Teraz to było jak między młotem, a kowadłem, od osobników na dole wciąż bolał ją brzuch, a gdy tylko wyjdzie to ten ktoś na pewno ją zje… Tak, z pewnością źli ludzie jedzą małe dziewczynki, a on wygląda na złego. Podirytowana tym, że wpadła w tak dziwną sytuację szybko zaczęła tarmosić swoje włosy w ramach kary. Po zrozumieniu, że to nic nie da, zaczęła dreptać niemrawo po pokoju. Powinna zejść i ostrzec tamtych na dole, którzy dziwnie smakują energią, czy może poczekać co się stanie, chowając się pod łóżkiem? Domownicy tego budynku nawet jak są dziwni, to gdyby chcieli ją skrzywdzić, już by to zrobili, skoro nikogo nie ma, to może powinna spróbować z nimi pogadać? Ny-Ny tak robi i jakoś jej nie zjedli… Głębokie przemyślenia dziewczynki w końcu zaowocowały wątpliwą próbą kontaktu. Pościeliła łóżko, w którym leżała, ubrała buty i zeszła cichutko jak myszka do salonu.
-Em… Przepraszam…- zaczęła niepewnie, gdy nagle ten duży i dziwny obrzucił ją swoim zabójczym spojrzeniem. Rin poczuła gęsią skórkę i pobiegła do Lilith. –Bo tam za oknem stoi potwór!- krzyknęła z wielką powagą, ale coś jej podpowiadało, że dorośli w to nie uwierzą…
Powrót do góry Go down
Ny-Ny

avatar

Liczba Postów : 71

POSTAĆ:
HP:
250/250  (250/250)
Mana:
270/270  (270/270)
Strój: Czarne spodnie za kolana, szary t-shirt, gruba, o wiele za duża ciemna bluza z kapturem. Nogi owinięte grubą warstwą bandaży.

PisanieTemat: Re: Apartament Kamaela   Wto 25 Mar 2014, 01:54

Dzieci mało rozumieją z tego, o czym rozprawiają dorośli. Tym bardziej interakcje społeczne sprawiają im trudność i znacząco ich psychika działa na o wiele prostszych zasadach. To, że Kam z Lils dziwnie rozmawiają nie przykuło jej uwagi. Jaszczurza dziewczynka patrzyła wielkimi oczyma na złote motyle, wyczuwając drgnięcia innej niż Rin, specyficznej many. Ta energia miała dla niej zapach i posmak miodu, coś słodkiego i ulotnego. Jednak wraz z sekundą, gdy motyle znikły, przestała to odczuwać i jednocześnie ta myśl przestała panoszyć się po jej głowie.
- Rin… – wyszeptała bezwiednie, widząc, jak jeden z mężczyzn wynosi dziewczynkę z kuchni.
Łapa kręcił się wybudzając ją z niejakiego odrętwienia, szturchając nosem Ny-Ny oraz przebierając nogami. Dziewczynka bez głębszych przemyśleń otworzyła drzwi kuchenne, by starszy pies wyszedł na zewnątrz. Kundel odwrócił się w wejściu, szczeknął w podzięce w stronę Upadłego i lekkim truchtem ruszył ku ulicy. Dziewczynka odprowadziła go wzrokiem, przekrzywiając niepewnie głowę. Kieł otarł się o jej nogę i zawył cicho, by następnie położyć się na podłodze obok misek i machać niepewnie ogonem, wlepiając ciemnie ślepia w Kamaela. Zrozumiał zaproszenie i widać było w oczach młodego wilczura wdzięczność.
Ny-Ny chciała usiąść obok Kła, tym bardziej, że Ziemniak wczepił się pazurami w brudną nogawkę spodni i rozpoczął wędrówkę, by usadowić się na jej ramieniu – lubiła być blisko zwierząt. Nie dane to było dziewczynce, bo ciemnowłosa kobieta stanowczo złapała ją za ramiona i posadziła na krześle. Nie wiedząc czy się zjeżyć, Ny-Ny wystawiła kły, sycząc cicho i łypnęła na Lilith wielkimi oczyma. Upadłej włączył się najwyraźniej instynkt macierzyński, bo zaczęła wyciągać różne rzeczy z lodówki, nie pomny na to, że mała wcześniej wspominała, że nie jest głodna.
Była to dla niej nowa sytuacja. W domu, dawno temu, matka też sadzała ją przy stole i kazała zachowywać się ‘po ludzku’ – zjeść normalnie obiad i nie wybrzydzać. Miała złe wspomnienia, toteż w oczach dziewczynki pojawiły się czerwone, zaniepokojone iskry. Niemniej, Lilith pozbawiona była tej sztywności i pewnego rodzaju żalu, jaki widziała w spojrzeniu tamtej kobiety. Dziewczynka poprawiła kaptur nie chcąc pokazywać twarzy, nie pomna na to, że przecież to ona wyleczyła jej sińce. Odruchowo pogłaskała Ziemniaka. Na dłoniach wciąż miała zaschnięte plamy krwi – posoka nie znikła tak jak rany i wyczuwała jej zapach na ubraniu i ciele. Niepewnie machnęła ogonem i rozejrzała się po kuchni, jak zwierzę, szukające w razie czego drogi ucieczki. Naprawdę nie wiedziała co ma robić. Przyszła prosić o uleczenie Łapy i Kła – Kamael spełnij jej prośbę, za co była wdzięczna i nic więcej jej tutaj nie trzymało. Ale sposób w jaki Upadła się zachowywała, sprawił, że Ny-Ny nabrała podejrzenia, że czegoś od niej oczekują… Tylko czego? Podrapała łuskę na policzku, nieco zagubiona.
- Ny-Ny nie wie… – mruknęła cicho.
Podczas tej krótkiej retrospekcji dziewczynka drapała zawzięcie skórę, na twarzy, dłoni, łokciu. Szczególnie swędziało tam, gdzie łuski przechodziły w ludzką powłokę, a najmocniej na twarzy. Ny-Ny widocznie nie czuła się komfortowo, ale wszystkie pytania zbywała milczeniem, śledząc poczynania Lilith. Gdy w powietrzu rozszedł się zapach smażonych naleśników, z salonu doleciał czyjś wesoły głos, a kobieta odcięła się – ’Chcesz dostać gorącą patelnią, Mod?’ – i na tym się skończyło.
W kuchni zebrało się więcej osób przy wspólnym posiłku, sprawiając, że Ny-Ny zaczęła nerwowo poruszać ogonem.
W końcu przed dziewczynką wylądował talerz z naleśnikiem posmarowanym dżemem. Obok znalazły sztućce, którymi do tej pory nie potrafiła się posługiwać. Spojrzała dziwnie na danie, potem na Lilith, a następnie znów na naleśnik. Oderwała brudnymi palcami kawałek ciasta i wzięła do ust. Było gorące i słodkie, o wiele za słodkie dla kogoś, kto przekłada ponad wszystko smak świeżo upolowanego gołębia. Żarcie z fastfooda miało to do siebie, że przynajmniej udawało smak mięsa i można było się tym zapchać, ale smak dżemu truskawkowego był Ny-Ny obcy. Oderwała kolejny skrawek ciasta, podsuwając go Ziemniakowi, który o dziwo, z chęcią go spałaszował.
Nie tknęła sztućców, odrywając paski naleśnika i w ten sposób zjadła cały placek. Pod koniec nieprzyzwyczajony do słodyczy, rozdwojony język był dziwnie palący w ustach. Ny-Ny wypiła jednym haustem pozostawioną na stolę, czyjąś szklankę wody i odetchnęła. Za to widząc, jak Lilith nakłada kolejnego naleśnika na jej talerz, zeskoczyła z krzesła.
- Ny-Ny nie! Ny-Ny nie chce, Ny-Ny nie głodna. To za słodkie. – oponowała, bo Lils sposobem babci dokarmiającej wnuki ładowałaby wciąż nowe porcję w dziewczynkę. – Ny-Ny woli szczura.
Ostatnie stwierdzenie musiało zszokować kobietę, ale nie pomna na to dziewczynka zaczęła grzebać w kieszeniach, wyciągając wszystko co miała, szukając jakiegoś gryzonia, by zobrazować upadłej swoje nawyki żywieniowe. Na stole pojawił się niewielki scyzoryk, nieco zaśniedziała harmonijka z taniej blachy, pakunek z aromatycznym ziołem dla Ukye, garść banknotów, o nominałach zbyt wysokich, by mogła je posiadać dzika dziewczynka i… Ludzki palec, odgryziony w środku paliczka bliższego, ze sterczącą, białawą, świeżą kością.
- Nie ma szczura… – zaczęła i raptownie urwała, podnosząc głowę.
Zapadła dziwna cisza. Ny-Ny zamrugała, widząc, jak wszyscy patrzą na to co wytargała z kieszeni. Podążając za wzrokiem Upadłych, spojrzała na palec, zaskoczona ich reakcją.
- Oni bili. Kieł bolał, Łapa bolał. To Ny-Ny… To Ny-Ny gryzła. – wyjaśniła szybko swój tok rozumowania dziewczynka. – Ale Ny-Ny chciała oddać. – zaznaczyła, wskazując na palec.
Przynajmniej dwie osoby ryknęły niekontrolowanym śmiechem, w tle powstrzymywano kilka chichotów, pozostawiając dziewczynkę w konsternacji. Stropiona podążyła wzrokiem od jednej postaci do drugiej. Ten wielgachny jak góra mężczyzna uśmiechnął się pod nosem. Lilith wyrzuciła palec do kosza, założyła ramiona na piersi patrząc na Ny-Ny z góry, jak matka, mająca zamiar dać dziecku burę. Dziewczynka obnażyła kły i naciągnęła głębiej kaptur, nie spuszczając z kobiety wzroku. Ta jednak najwyraźniej odpuściła, bo nic nie powiedziała, tylko przyciszonym głosem zaczęła rozmawiać z Kamaelem. Wyglądało na to, że ten krótki, nieplanowany występ poprawił humor zebranym. Tego to już Ny-Ny kompletnie nie rozumiała.
Jakąś chwilę później Ny-Ny znów wskoczyła na sufit, sycząc i parskając, z rubinowymi ślepiami strzelającymi na wszystkie strony. Lilith stała pod nią, z jej bluzą w ręku i tupała zawzięcie nogą, jednak żadne słowa nie trafiały do przerażonej dziewczynki. W rozwleczonym t-shirtcie i przykurzonych spodniach, uciekała boso przed Upadłą i żadna siła nie mogła jej ściągnąć z sufity, gdzie wpiła się pazurami głęboko, przywierając do jasnej powierzchni.
Tak się skończyła próba wykąpania Ny-Ny.
Musieli dać za wygraną, ale to nie powtrzymało Lilith od uprania jej rzeczy. Dziewczynka siedziała wraz z Mayą w kuchni, obserwując jak Ziemniak zatacza koła na blacie stołu. Młodsza upadła miała w sobie coś z nastolatki, co sprawiało, że jej zachowanie można było zapisać pod rubryczką Starszej siostry. Teraz wprowadziła jaszczurkę w lewitacje, pozwalając jej swobodnie unosić się między nimi. Ny-Ny uśmiechała się, szczerząc ząbki cienkie jak igły i pukając pazurem w pancerz Ziemniaka, który mrugał za każdym razem i wybałuszał komicznie oczy.
Było spokojnie, chociaż do tej pory nie miała pojęcia, czemu na nią tak dziwnie patrzą. Nie jak ludzie, widzący zdziczałą jaszczurkę w ubraniu, ale... Inaczej.
A co do swędzenia… Łuski na ciele Ny-Ny gdzieniegdzie zmatowiały, a przy krawędziach skóra stała się o ton jaśniejsza i przybrała fakturę starego papieru. Niby nic, ale ktoś domyślny mógłby się domyślić, że gadzia natura przygotowuje się do zrzucenia łusek.
Dziewczynka siedziała w kuchni, pochłonięta zabawą z Mayą i Ziemniakiem, gdy cichy tupot i głos Rin w salonie kazał jej odwrócić głowę. Złapała lewitującą jaszczurkę i położyła sobie na ramieniu, boso wchodząc do pełnego pomieszczenia. Zwróciła głowę w kierunku młodsze koleżanki.
- Rin boli? – zapytała, dobrze pamiętając jak ta nagle zemdlała.
Na wzmiankę o potworze swoim zwyczajem przekrzywiła głowę i podeszła do okna. Ktoś rzeczywiście stał po drugiej stronie ulicy, ale na potwora nie wyglądał. Ny-Ny uchyliła okiennice i gwałtownie odskoczyła w tył, lądując na czterech łapach. Nastroszyła się, lamki w oczach mignęły czerwienią – powietrze przyniosło ostry, niepokojący zapach i zareagowała jak przestraszone zwierzę.
- Ssskha! – syknęła cicho Ny-Ny, ogon ostrzegawczo kreślił dziwne znaki w powietrzu. – Sssss… Śmierdzi czarną krwią. Sss… Ssska!


Ssskha!
Powrót do góry Go down
http://seishipbf.darkbb.com/t475-ny-ny
Kamael
Admin
avatar

Liczba Postów : 64

POSTAĆ:
HP:
86/190  (86/190)
Mana:
170/220  (170/220)
Strój: Czarne glany, spodnie koszulka, i skórzana kurtka nabijana ćwiekami.

PisanieTemat: Re: Apartament Kamaela   Sob 29 Mar 2014, 09:23

Gdyby ktoś zupełnie obcy i postronny widział wszystko to co się działo w mieszkaniu Upadłego mógłby nie uwierzyć. Poziom abstrakcji przekroczył już skalę i dalej szybował ku bramom Calleum. Sytuacje jakie miały tam miejsce będą się śniły Kamaelowi po nocach. Najpierw był obiad, który tylko z pozoru przypominał rodziną uroczystość. Naleśniki zrobione przez kochającą mamusię dla jej kochanej córeczki. Po za tym kochani wujkowie, starsza siostra i szanowana głowa rodziny. Słodko, aż do porzygania. Normalnie kartka wakacyjna, która ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Córeczka to dzika pół jaszczurza panna, która z życiem rodzinnym ma tyle wspólnego co Najwyższy z mordowaniem niewinnych dzieci. Reszta rodzinki to Upadli, którzy są tak starzy, że po prostu egzystują, gdyż już zapomnieli emocji i tego czemu służyli. Gorycz, smutek, żal i nienawiść wypaliły ich. Naleśniki, czyli jedno z lepszych dań najwyraźniej nie smakowały Ny-Ny. Jak to stwierdziła, że szczur byłby lepszy. Lilith odnotowała w pamięci, że lepiej temu dziecku podawać mięso. Lecz niekoniecznie surowe. Istnieją przecież jakieś normy. Następnym etapem był odgryziony palec, który wywołał wśród Upadłej gromadki wybuch śmiechu. Najwyraźniej spodobała im się ta gadzia panna. Po obiedzie nastąpił czas relaksu. Niestety nie dla małej agentki i Lilith, która postawiła sobie za cel doprowadzić to dziecko do jako takiego wyglądu. Udało jej się sprowadzić dziewczynkę do łazienki i ściągnąć jej bluzę. Lecz kiedy włączyła prysznic by dostosować wodę spostrzegła, że dziecko jej zniknęło. Kobieta rozejrzała się po całym pomieszczeniu, aż jej oczy skierowały się na sufit. Jak się okazało Ny-Ny raczej nie była zbyt wielką zwolenniczką kąpieli. Lilith spojrzała na dziecko i spokojnym głosem kazała jej wracać na dół. Lecz na wiele to się nie zdało. Dzikie dziecko nie dało się zaciągnąć do wanny. Jedynym osiągnięciem ciemnowłosej było lekkie ochlapanie dziewczynki. Po tym już zrezygnowała w duchu planując kąpiel, jak Ny-Ny straci czujność.

Lecz wracajmy do teraźniejszości. Cała zgraja siedziała w salonie omawiając ostatnie wydarzenia.
- Mówię Ci Kam, że w Fune jest za spokojnie. Albo Luc poszedł na zwolnienie, albo szykuje wielką bombę i wycofał siły. – powiedział Asmodeusz.
- Tia. Szykuje, ale wojnę. Seishi nie da sobie rady z natarciem armii demonów. Są za słabi. Nawet cała armia Calleum nie dała pokonać zdrajców. A pragnę dodać, że mieliśmy wtedy o wiele potężniejsze siły. Jeśli czegoś nie zrobimy jesteśmy martwi.- rzekł Kam, a wszyscy zgromadzeni przytaknęli. Cisza zapanowała w pomieszczeniu, przerywana odgłosami bawiącej się Ny-Ny i Mayi. Kam i Lilith spojrzeli na dziecko, zaś po chwili usłyszeli Rin schodzącą po schodach. Upadła wstała i podeszła do blondyneczki.
- Jak się czujesz kochana? – zapytała, zaś odpowiedź dostała bardzo ciekawą. Wszyscy panowie się podnieśli z siedzeń i doskoczyli do okien. Osobnik dalej tam stał, lecz kiedy tylko Anioł Krwi spojrzał na niego, ten kiwnął mu głową i odszedł. Po chwili zniknął z pola widzenia Upadłych.
- Potwór to raczej nie jest, ale trzeba uważać. Sam wiesz co robić. –powiedział Kamael. Blondyn tylko kiwnął dłonią i w następnej sekundzie nie było go już. Ruszył na polowanie. Po tym zdarzeniu reszta usiadła, zaś Lilith posadziła dziecko obok siebie. Atmosfera była napięta.
- Kam sądzę, że trzeba będzie zarządzić spotkanie przywódców. Tak nie może być. – rzekła kobieta. Mężczyzna tylko kiwnął głową i podszedł do dziecka. Równocześnie starał się minimalizować swoją manę jak najbardziej.
- Tym się zajmę później. Teraz mamy inne zmartwienie. – rzekł klękając przed ośmiolatką i patrząc jej w oczy. – No dobrze. Powiesz nam jak masz na imię? Jesteś tu sama? Gdzie są twoi rodzice? Masz do nich jakiś numer, albo coś?

Occ:
Lecimy dalej.
Rin prosiłbym o troszkę dłuższe posty.


Być Ni­kim to bardziej boli niż być Upadłym Aniołem.
Powrót do góry Go down
http://seishipbf.darkbb.com/t491-karta-postaci-kamael
Rin

avatar

Liczba Postów : 79

POSTAĆ:
HP:
50/50  (50/50)
Mana:
150/150  (150/150)
Strój: brązowa kurtka, czerwony szal, jeansowa spódniczka, kozaki brązowe na płaskim i białe grubsze rajstopy

PisanieTemat: Re: Apartament Kamaela   Sro 02 Kwi 2014, 03:31

Spojrzała swoimi wielkimi oczkami na Kamaela, ze szczerym wyrazem zdziwienia, rodzącym się na twarzyczce dziecka. Po prostu sobie kiwnęli głową przez szybę i potwór sobie poszedł? Do głowy małej przychodziło tylko jedno wytłumaczenie. „To same potwory!”. Spojrzała na Ny-Ny. No tak zgadzało się… A ci tam, z wyrośniętymi ciałami też. Tylko nie ta miła pani, ona była jakby zupełnie inna, od pozostałych. Stała zdziwiona, przez dłuższa chwilę analizując w ciszy zebranych potworów. Nie wiedziała za bardzo co z tym fantem zrobić, skąd pewność, że potwory jej nie zjedzą? Może to przez to, ma te dziwne poczucie w brzuszku, a może to taki grzeczny gatunek...
Z dalszych rozmyślań wyrwała ją Lilith, ciągnąc do stołu. Gadali o jakiś swoich zmartwieniach, a mała obserwowała ich z zaciekawieniem i lekką konsternacją z powodu niezrozumienia co i jak. Chciała wiedzieć! Nie wiedziała jeszcze co chciała wiedzieć, ale chciała. Jej poliki lekko nabrzmiały, a brwi się zmarszczyły w geście braku akceptacji takiego stanu rzeczy, przecież potwory mogą knuć coś na jej temat. W końcu jednak gospodarz zainteresował się nią.
-Rin.- odpowiedziała krótko, wzruszając ramionami jakby to wszystko tłumaczyło. Po chwili widząc minę rozmówcy, zdecydowała się poszerzyć swoją wypowiedź. –Oni nie żyją panie potworze…- dopowiedziała spuszczając wzrok. Mógł poczuć się dziwnie, ale była przekonana, że wszyscy tu to potwory, więc wcale nie chciała go obrazić. Jej ton wręcz wskazywał, że mówi to z szacunkiem. Wahała się przez chwilę, nerwowo w palcach przeczesując kosmyki włosów po prawej stronie i machając nogami. Po pewnym czasie zdecydowała się na szczerość. –Uciekłam z domu dziecka, bo tam jest źle… Chce mieszkać w swoim domu po rodzicach, a mi nie pozwalają policjanci!- znów zastanowiła się, czy mówić o kasie, właściwie to posiadała jej sporo, ale rodzice mówili, że nie wolno. –A teraz chcą mnie złapać i zanieść tam znowu, a ja nie chce. Mam kasę…- złapała swoją torebkę, mocno ja przytulając, żeby nie zabrali jej oszczędności. Dorośli to teraz było zło, zablokowali karty rodziców, a mała ma tylko tyle co wzięła z sejfu, zanim nie wywieźli jej do domu dziecka. Każą jej żyć w dziwnym domu z dużą ilością dzieci, zamiast tam, gdzie żyła dotychczas i zabrali jej posesje ojca, nie tłumacząc dlaczego. Nie ufała dorosłym, a teraz musiała się otworzyć… Rzuciła Kamaelowi ostrzegające spojrzenie, że będzie agresywna gdy spróbuje zabrać jej torebkę, ale na dnie tych oczu była czysta niewinność, zagubienie i bezradność.
Powrót do góry Go down
Ny-Ny

avatar

Liczba Postów : 71

POSTAĆ:
HP:
250/250  (250/250)
Mana:
270/270  (270/270)
Strój: Czarne spodnie za kolana, szary t-shirt, gruba, o wiele za duża ciemna bluza z kapturem. Nogi owinięte grubą warstwą bandaży.

PisanieTemat: Re: Apartament Kamaela   Sro 09 Kwi 2014, 04:48

Ny-Ny straciła wątek, może głównie przez to, że od początku za nim nie podążała. Wiedziała tylko tyle, że gdy zamknięto okno obcy zapach znikł, jednak to nie uspokoiło jej do końca. Rzuciła niespokojne spojrzenie na zewnątrz mając wciąż w pamięci nieprzyjemną woń obcego. Machnęła lekko ogonem i przykleiła się do szyby, szukając wzrokiem jakiegoś śladu na zewnątrz, odgłosu, ruchu. Ziemniak drapał łuskami szyję i łaskotał skórę rozwidlonym językiem.
Tkwiła tak dłuższy moment, nie zważając na to, co działo się za jej plecami. Nie to, że zignorowała Kameala, Rin i ich rozmowę. Nie, ona po prostu nie zwracała na nich uwagi. Jaszczurzy ogon kreślił leniwe zawijasy, a w gardle dziewczynki utkwił niski syk. Była strasznie niespokojna i to nie tylko przez nieznajomego śmierdzącego martwicą. Podskórnie wyczuła coś jeszcze, coś, co nie dotyczyło bezpośrednio osobnika wpatrującego się w okna apartamentu Kamaela. Chodziło o dziwną energię którą znała, której się obawiała, a której przebłysk wyczuła w mieście. Dreszcz popędził wzdłuż łuskowatego karku.
Czy to możliwe? Ny-Ny obnażyła kły zaniepokojona i syknęła cichutko. Gdzieś w jej głowie coś delikatnie zabolało, jak ukłucie gorącą igłą. Nie mogła wiedzieć, że komputerowy chip po latach przebywania w ‘stand-by mode’ próbuje się uaktywnić. Potarła kark, czerwone oczy powoli wróciły do swojej naturalnej barwy i dziewczynka odwróciła się od okna.
Nikt nie zwracał na nią uwagi, ale ten stan rzeczy był jej na rękę. Nie musiała nawet ukradkiem wychodzić z pomieszczenia, nikt nie podążył za nią wzrokiem. Ny-Ny poszła na piętro, obserwując czyste ściany i bogate meble jakimi niebieskooki mężczyzna umeblował swoje mieszkanie. Energicznie drapiąc się po policzku zastanowiła się, po co one mu, skoro spać można wszędzie i nie potrzeba do tego kilku łóżek na raz…  Ludzie, nieludzie są jednak dziwni. Zamiast przysnąć gdzieś pod drzewem muszą koniecznie spać w czystej pościeli. Ziemniak uczepił się jej ramienia, gdy otwierała drzwi łazienki. On też miał niemiłe wspomnienia po kąpieli.
Ny-Ny zabrała prawie suchą bluzę z suszarki i wciągnęła na głowę, powodując, że jaszczurka spadła na podłogę. Zirytowana zaczęła kręcić się w kółko póki dziewczynka nie włożyła jej do kaptura. Na pralce leżały jej wszystkie skarby. Dobrze, że Lilith nie wyrzuciła ich do śmieci. Włożyła je wszystkie na miejsce do przepastnych kieszeni i zamierzała wyjść z łazienki, gdy lustro przykuło jej uwagę.
Dawno nie widziała jak wygląda. Od ostatniego razu gdy na siebie patrzyła minęło trochę czasu. Ny-Ny była wyższa, miała ostrzejsze zęby i dłuższe włosy. No i łuska na twarzy bielała, straciła blask i stała się matowa, przy krawędziach wręcz martwa. Potarła brodę, wiedząc co się już z nią dzieje. Trzeci raz w życiu będzie zrzucała skórę i zawsze wtedy szukała wody, by wylinka łatwiej schodziła. Teraz jeszcze nie był ten czas, ale sugestia, by musiała się zanurzyć w życiodajnym płynie sprawiła, że wzdrygnęła się gwałtownie. Pół-jaszczurka nie cierpiała wody. Może było to coś z gadziej natury, ale uciekała gdzie pieprz rośnie, ledwie pierwsze krople spadły z nieba.
Ny-Ny wyślizgnęła się z łazienki i bezszelestnie zeszła na dół. Zajrzała jeszcze do salonu, sprawdzając, czy wszyscy są obecni. Czemu…? Nie wiedziała. Kieł machnął ogonem gdy ją zobaczył, ale nie poderwał się. Powiedziała mu, że wróci.
To było coś więcej niż maskowanie się. Starała się ukryć siebie całą, tak jak robią to przyczajone w wysokiej trawie lwy. Wyciszyła bicie serca. Chciała wyjść z tego domu i naprawdę nie rozumiała, że nie musi robić z tego takiej tajemnicy, niemniej, robiła wszystko by jej obecność była niewyczuwalna. Szmery ubrania ocierającego się o ciało, delikatny świst powietrza gdy porusza ogonem i oddech – nie było tego słychać. Po prostu nie było.
Wymknęła się tą samą drogą, którą przyszła, prześlizgując się przez uchyloną okiennicę w kuchni. Stopy dotknęła trawy i wciągnęła w płuca chłodne powietrze.
Dziwna woń wciąż była obecna. Ny-Ny rozejrzała się czujnie, uznając, że na nią czas. Nim ktokolwiek ujrzał drobną postać na podwórzu, dziewczynka wtopiła się w cień i znikła.
Miała coś do zrobienia.

OOC
[zt] ---> Strych


Ssskha!
Powrót do góry Go down
http://seishipbf.darkbb.com/t475-ny-ny
Kamael
Admin
avatar

Liczba Postów : 64

POSTAĆ:
HP:
86/190  (86/190)
Mana:
170/220  (170/220)
Strój: Czarne glany, spodnie koszulka, i skórzana kurtka nabijana ćwiekami.

PisanieTemat: Re: Apartament Kamaela   Sob 12 Kwi 2014, 08:19

Mana Upadłych królowała w pomieszczeniu chodź wszyscy obecni starali się ją wygłuszać. Wiedzieli, że tak duże dawki mogą być niebezpieczne dla słabszych istot. Zaś nimi właśnie były dzieci. Jednak odpowiedź jakie udzieliła Rin, Kamaelowi były zupełnie niespodziewane. Jeszcze nikt nigdy tak nie nazwał. Oczywiście Mod musiał parsknąć śmiechem, lecz Lilith przygryzła wargę. To było coś zupełnie niespodziewanego. Sierota, wydzielająca manę anioła na dodatek nazywająca ich potworami. No nie ma co, śliczny obrazek.
- Rozumiem. – mruknął Upadły spoglądając na dziecko. Najwyraźniej nie wiedziała jakim procedurą została podana. Pan Miecza zastanawiał się co za łachmyta zajmował się tą sprawą. Przecież to dziecko jest zupełnie przerażone. Nic jej nie wytłumaczyli, a to przecież powinno być pierwsze co zrobią. Kam odszedł lekko od dziecka jakby zastanawiając się co zrobić. Miał tyle spokoju, a nagle zachciało mu się wypadu do Shinseiny. No to ma. Lucyfera, Pół jaszczurkę, demona, pracę oraz dziecko. Wpakował się w gówno po same uszy. Odruchowo sięgnął po paczkę papierosów, lecz chwilę potem zreflektował się. Nie będzie palił przy dziecku.
- Co ja mam do cholery zrobić? – spytał sam siebie. Po raz pierwszy w swoim długim życiu miał problem z podjęciem decyzji. Był żołnierzem, a nie rodzicem czy też niańką. Został stworzony do ochrony dzieł Najwyższego, zaś potem wyszkolony do zabijania demonów. Wiedział czym jest miłość i umiał kochać, lecz nigdy nie miał zajmować się dziećmi. Był w kropce.
- To co słuszne. – powiedziała Lilith kładąc mu dłoń na ramieniu. Niebieskooki uśmiechnął się lekko do niej i podjął decyzję. Czy dobrą to się zobaczy z czasem. Podszedł ponownie do Rin i uśmiechnął się lekko do niej.
- Posłuchaj Rin. Cieszę się, że to nam powiedziałaś. Ci panowie policjanci chcą cię zabrać najpewniej do takiej placówki, gdzie trafiają dzieci bez rodziców. Robią to gdyż same by sobie nie poradziły. - mówił spokojnie cały czas utrzymując kontakt wzrokowy. Chciał pokazać blondynce, że nie musi się go obawiać. – Mam dla ciebie propozycję. Oczywiście jeśli chcesz, to możesz tu zamieszkać. Ze mną i Lilith. Załatwię wszystko dzięki czemu jak dorośniesz to dom twoich rodziców będzie należał do ciebie. Pasuje? Zaś w najbliższych dniach pojedziemy tam, by zabrać rzeczy dla ciebie, ok? A i możesz mi mówić Kam.
Po tym wszystkim wstał i lekko się przeciągnął. Umiał pertraktować, ale nie z dziećmi. Choć jakby się przypatrzyć to niektóre nawet przypominały demony. Szczególnie jak krzyczały w niebogłosy. Równocześnie poczuł jak aura Ny-Ny znika z jego domu i coraz bardziej się oddala. Reszta też to wyczuła, lecz Kam uspokoił ich jednym gestem. Mógł się tego spodziewać, gdyż mała jaszczurka nie była zbytnio udomowiona. Jak będzie chciała to wróci. Upadły miał tylko nadzieję, że w lepszym stanie niż ostatnio. Spojrzał na zegar i zauważył, że jest już dość późna pora. Przynajmniej dla Rin.
- No dobrze. Rin idź spać. Możesz zająć ten pokój gdzie leżałaś. Jutro porozmawiamy. – powiedział, zaś Lilith i Maya odprowadziły dziecko.


Kam spoglądał w ciemne niebo wsłuchując się w noc. Brunatny płyn w szklance wirował w takt ruchów dłoni Upadłego.
- Myślisz, że postąpiłem dobrze Lil? – powiedział cicho do swojej znajomej. Kobieta spojrzała na niego i westchnęła.
- Nie wiem Kam. Świat się zmienia i to co o nim wiedzieliśmy też. Po prostu nie wiem. – odrzekła i usiadła obok mężczyzny by razem podziwiać gwiazdy.

- No dawaj dziadku. Wiem, że umiesz. – mówił Ab do Kama. Obaj stali na środku ogrodu bez koszul i od ponad godziny trenowali. Dowódca szarańczy uparł się na trening, zaś Abadon jako jedyny zawsze miał chęć do walki. Teraz obaj wojownicy ćwiczyli swoje stare techniki, które mogły się przydać na polu walki. Kam postanowił przypomnieć sobie używanie krwawej lancy. Przez to musiał poświęcił odrobinę własnej krwi. Rozcinał szybkim ruchem wnętrze dłoni i zaczynał kontrolować swoją krew tak by uformować krwisty przedmiot. Miał on wystarczyć do tego, żeby przebić przeciwnika na wylot. Lecz do pełnej walki nie starczał, gdyż po kilku ciosach lanca się rozpadała na proch. Anioł Miecza od dawna nie używał tej formy, dlatego teraz na trawie było więcej niż trochę krwi. Po raz kolejny rozcinał swoją dłoń i wykonywał ruch podrzucający. Ciągnął kolejne krople krwi i formował broń. Zajmowało mu to coraz mniej czasu. Po pełnym stworzeniu ruszał i atakował. Tańczący na Zgliszczach dotychczas niszczył jego lance, lecz ta wytrzymała i rozcięła policzek przeciwnika ciemnowłosego.
- Umiem i trafiam staruszku. – mruknął Kam, lecząc swoje i Aba obrażenia.

Po śniadaniu wszyscy rozeszli się po mieście w celu poszukiwania informacji i odnowienia kontaktów. W domu zostali tylko Kam i Lilith, którzy czekali na Rin. Ta jeszcze spała więc Upadli mogli w spokoju pomyśleć. Na ich nieszczęście ktoś postanowił wpaść z odwiedzinami. Dwie doskonale znane niebieskookiemu many ruszyły w stronę jego mieszkania.

Occ:
Minął jeden dzień
Nauka Krwawego strumienia.


Być Ni­kim to bardziej boli niż być Upadłym Aniołem.
Powrót do góry Go down
http://seishipbf.darkbb.com/t491-karta-postaci-kamael
Rin

avatar

Liczba Postów : 79

POSTAĆ:
HP:
50/50  (50/50)
Mana:
150/150  (150/150)
Strój: brązowa kurtka, czerwony szal, jeansowa spódniczka, kozaki brązowe na płaskim i białe grubsze rajstopy

PisanieTemat: Re: Apartament Kamaela   Nie 13 Kwi 2014, 04:33

Obserwowała uważnie rozmówcę, potakując co chwilę głową. A więc potwór nazywał się Kam, dość dziwnie… Wyglądała na trochę nieobecną, cały czas nerwowo przeczesywała kosmyk włosów, bujała nóżkami i odbiegała oczkami co chwile na wszystkie strony. Przestała dopiero gdy wytłumaczył, że może u niego zostać, aż nie dorośnie… Z zakłopotaniem wbiła wzrok w ziemię. Nie wiedziała czy i stąd nie ucieknie. Powinna zostać w domu potwora? Przecież nie da mu nic w zamian, jest zupełnie samotna i nie ma gdzie się podziać, ale może nie powinna zwalać się na jego głowę?
-Dobra…- odpowiedziała łamiącym się głosikiem, unikając kontaktu wzrokowego. Po prostu było widać, że nie jest przekonana jaką decyzję powinna podjąć, chociaż pewnie jeśli nie ucieknie, to on może… Oddać ją do domu dziecka! Złote motyle rozleciały się od jej serca i jedynie Rin nie wiedziała o ich istnieniu. Mana Kaede wypełniła na chwilę pomieszczenie, jakby dziękując za opiekę nad dzieckiem, po czym równie szybko wyparowała. Dziewczynka w końcu podniosła wzrok, po czym ze zdziwieniem mogła oglądać osłupiałe twarze upadłych, przypominające ateistę w piekle. –No co…- zapytała zmieszana, myśląc, że to na nią tak dziwnie patrzą. W każdym razie wyszła dziwna, niezręczna sytuacja.
Sądząc po gospodarzu, mogła wywnioskować, że nie za bardzo czekał na jej odpowiedź, tak jakby już zapadła decyzja. Bała się, że wcale nie chce jej pomóc, może zwróci je władzom miasta, gdy tylko nadarzy się okazja. Po pewnym czasie, po prostu kazał jej iść spać. Nie chciała, ale lepiej chyba go nie drażnić, w końcu jest potworem.
-mmm- wymruczała kiwając głową i wróciła na górę. Trzeba było znaleźć łazienkę i przeprać trochę ciuchy. Właściwie to siebie też… Do tego nie za bardzo ma cokolwiek na zmianę… Nie pytając nikogo, weszła nucąc do górnej łazienki i szybko załatwiła sprawy porządkowe, aby potem w ręcznikach położyć się spać.
Wstała wcześniej niż pozostali, ale postarała się o to, aby nikt o tym nie wiedział. Była gnana czymś, czego nie znała, ale to coś kazało jej z mistrzowską precyzją wykonywać pewne czynności. Zeszła do kuchni, gdzie wiedziona pamięcią cioci Kaede chwyciła za składniki i rozpoczęła błyskawiczną produkcję ciastek. Ruchy były tak precyzyjne i mistrzowskie, że Rin sama wątpiła, że pochodzi to od niej, w pamięci miała sen, gdzie anielica obiecała, że jest z nią cały czas i w końcu nabierało to sensu. Uśmiechnęła się szeroko, zaciekawiona co jeszcze potrafi zrobić, a co więcej naprawdę cieszyło ją to zajęcie. Nowe wypieki powstały z coraz większą perfekcją, lecz dziewczynka zauważyła, że już sama kontroluje to co się dzieje w kuchni, a udział cioci powoli wygasa. Obie panie świetnie się bawiły, a w głowie i sercu małej grała radosna muzyka, nie słyszalna poza organizmem Rin.
Potwory zeszły na dół, w chwili gdy mała wyciągała blachę z piekarnika i przełożyła zawartość do miski. Kam pewnie myślał, że ona cały czas śpi, myśl że go zaskoczy niezwykle nakręciła dziecięcy umysł. Z miską pełną tego co najlepsze, wyskoczyła i krzyknęła głośne „Bu!”
-Pomyślałam, że możesz być ciasteczkowym potworem Kam, więc na wszelki wypadek trochę zrobiłam.- pamiętała z bajek, że istnieje taka rasa.
Powrót do góry Go down
Shiyu Wolf
Admin Twórca
avatar

Liczba Postów : 549

POSTAĆ:
HP:
103/200  (103/200)
Mana:
220/220  (220/220)
Strój: http://i41.tinypic.com/awfcjk.jpg

PisanieTemat: Re: Apartament Kamaela   Pon 14 Kwi 2014, 02:26

<< Z Łąk Kazanu

____Podniosła brwi w zdumieniu. Z taką łatwością udało mu się stwierdzić, że u Kamaela jest ktoś jeszcze. To było tak daleko, a mimo wszystko dał radę.  Nawet jej niezawodny nos był w tej chwili do bani. W każdym razie był jeszcze jeden problem. Liczyła na to, że pójdzie razem z nią. Tak jakby trochę się zawiodła i posmutniała, czego dowodem były lekko spuszczone wilcze uszy. Nie wiedzieć czemu wieczna samotniczka, groźna Nono przywiązała się do podobnego jej charakterem Ukye. Choć przysięgała sobie dawno, po incydencie z poprzedniej szkoły, że już nigdy nie zawrze żadnej znajomości, to coś zaczynało w niej pękać gdy obok był kolega z klasy. Mówiła znacznie więcej, stawała się odważniejsza oraz otwierała się. Zanikała ta głupia powłoka smutnej, agresywnej i samotnej Shiyu ujawniając to, co dusi sobie w środku. Jeszcze wczoraj była gotowa zabić kogoś gdy się tylko do niej odezwie, a dziś? Chce rozmowy. Aaaaaa! Cchollleraaaa.
Ruszyli. Wilczyca przez prawie całą drogę zachowywała się dziwnie. Szła z tyłu będąc cichutko jak myszka. Zapewne demonowi wydawało się nie raz, że jej nie ma i obracał się, ale ta tego nie spostrzegała. Wbiła wzrok w swoje buty. Kilka razy próbowała się odezwać. Powiedzieć "chodź ze mną do Kamaela, nie uciekaj", ale dziwna blokada nie chciała zejść. Czuła się, jakby straciła struny głosowe. Efekt końcowy był taki, że w końcu nic nie powiedziała. Spochmurniała, chmura burzowa unosiła się nad jej głową. Nie dosłownie, w przenośni.
Szli dalej. Porośnięta kwiatami oraz trawą łąka zamieniły się w ulice Shinseiny. Przyglądała się chłopakowi, wyglądał na zamyślonego. Prawie na niego wpadła gdy ten zatrzymał się nagle ni z gruchy ni z pietruchy. Wyminęła go o kilka kroków i stanęła. Już chciała krzyczeć, żeby uważał jak chodzi, lecz on ją ubiegł z wypowiedzią. Spojrzała na niego, pochylając trochę głowę na bok. Machnęła ogonem, zastanawiając się o co mu chodziło. Na początku był pewny tego co chciał powiedzieć, ale na końcu zwątpił.
____- Chciałabym... co? - mruknęła jakby bardziej do siebie. On poszedł przodem, a ona jak ostatnio, za nim. Wydawał się bujać w obłokach. Wpadał niemal na wszystko co było na jego drodze. Kilka razy go popchnęła w bok, bo szedł na czołowe zderzenie ze słupami. Gdyby miała dzień na żarty, to zapewne by pozwalała mu wpadać na przeszkody i śmiała jeszcze z tego głośno. Jednak nie dziś.
Dotarli na miejsce. Jej oczom ukazał się dwupiętrowy dom ogrodzony sporą ilością metalowego ogrodzenia. Stanęła przy bramie, spojrzała na domofon. Nie miała ochoty dzwonić i gadać. Wybrała bardziej wygodny dla niej sposób. Spojrzała jeszcze na Ukye.
____- J-jak chcesz to chodź. - zająkała się. Poruszyła jeszcze nosem, wchłaniając zapach demona. W razie czego chciała go znaleźć bez problemu po zapachu.
Zwinnym ruchem weszła na bramę i przeskoczyła na drugą stronę. Otarła ręce z brudu, a następnie udała się pewnym krokiem w stronę drzwi. Nie, nie pukała. Po prostu otworzyła je tak, jakby była u siebie i weszła z mokrymi jeszcze od mokradeł buciorami do środka. Zrobiła kilka kroków, zostawiając ślady i przystanęła. Zaczęła się rozglądać, a następnie kichnęła głośno. Musiała się przeziębić gdy walczyła w deszczu. Jeszcze ją piekły niektóre miejsca od wodnych biczów. Jak spojrzała w lustro obok - miała jeszcze nawet czerwony ślad na policzku. Zasłoniła go szalem.
____- Oy! KAMAEL! RUSZ SIĘ TU DZIADU! - krzyknęła nagle na cały głos. Powinien usłyszeć. Nie ma co, jak na nauczyciela miał dość spory domek...

OOC
Kam - Akcept na technikę.



Mowa - #37ceff
Myśli - #3399ff

DAN DAN
Kokoro hikareteku
Sono mabushii egao ni
Hatenai yami kara tobidasou
Hold My Hand!
Powrót do góry Go down
http://seishipbf.darkbb.com/t473-karta-postaci-shiyu-nono-wolf
Ukye

avatar

Liczba Postów : 216

POSTAĆ:
HP:
210/300  (210/300)
Mana:
80/300  (80/300)
Strój: Czarny płaszcz (który przemienia w czarne błoniaste skrzydła), czarne przedramienniki, czarne spodnie, stalowe okucia tu i ówdzie, wysokie czarne buty. Obecnie także bandaże na ciele.

PisanieTemat: Re: Apartament Kamaela   Pon 14 Kwi 2014, 04:09

Taka droga w milczeniu nie mogła nikomu poprawić humoru, a niektórych mogła zdołować. Może nie byli najbliższymi przyjaciółmi, lecz sama idea ciszy, kiedy to nadarzała się okazja do podzielenie swoich przemyśleń i poznanie swojego partnera na polu bitwy, czy po prostu zaznajomienie się z drugą osobą, była idiotyczną ideą. Nikt z tej dwójki nie protestował na głos, tylko skrywali to w sobie. Po prostu okryci warstewką wilgoci i tajemnicą szli dalej. Złotooka co jakiś czas interweniowała, by młodzieniec nie wpadł na przeszkody czy na niewinnych ludzi, ale to wszystko. A może aż za dość?
Cali mokrzy, ale poza tym zdrowi (nie licząc pierwszym symptomów przeziębienia nastolatków) zbliżyli się do celu. Demon wskazał to miejsce za lokalizację many Kamael'a. Nigdy wcześniej nie widział jego domostwa, toteż z nutą ciekawości rozejrzał się po ogrodzeniu i spojrzał na front domu. Lecz szybko skierował ślepia na Shiyu, która nie miała najmniejszej ochoty bawić się domofonem, tylko załatwić sprawy face-to-face. Nie dziwił się, sam miał minimalistyczny kontakt z elektroniką - nie miał nawet komórki. Ale zaskoczyła go propozycją wypowiedzianą z lekkim zająknięciem. Nie nad jąkaniem się zdziwił, lecz nad samą treścią. Czyżby naprawdę chciała, żeby Fioletowooki poszedł z nią do nauczyciela? Czy jak wtedy spuściła uszy, gdy powiedział, iż nie zamierza odwiedzać Kamael'a i jego gości, okazała coś na wzór przygnębienia? Trochę zawiesił się wzrokiem w jej oczach, lecz zaraz pokręciła nieco noskiem (pewnie miała już dość wyczekiwania na reakcję Ukye) i zdecydowała się działać. I zostawiła chłopaka z pytaniem w głowie, które przesłoniło całe uniwersum fantasy, które dzieliło na pół rozum demona.
Iść z Nią czy nie iść?
Zrobił krok w tył odsuwając się od ogrodzenia i obróciwszy się na pięcie zostawił za sobą Wilczycę, która wspięła się z gracją przez bramę i znalazła się w ułamku sekundy po drugiej stronie. Nie wahała się zmierzyć z Aniołem Miecza, o czym świadczył pewny krok i mocne wejście do apartamentu. To ją wyróżniało od demona, który w najbardziej błahych sprawach unikał konfrontacji, ale za to zupełnie inaczej zachowywał się na polu walki czy we zwykłej bitce. Nie przepadał ani trochę za tłokiem, który wedle przysłowia już trzy osoby stanowiły tłum i był dla niego problemem. Ponadto miał najgorsze scenariusze do tego kto składał wizytę Kamael'owi. Jak ledwo historyk go tolerował, a co dopiero zwaśnione z demonami jemu podobni...
To jakim cudem stanął w miejscu i z zaciśniętymi pięściami zawrócił biegnąc w stronę nowoczesnego apartamentu?
W progu otwartych drzwi wyłoniła się sylwetka młodzieńca. Ledwie był widoczny, przysłaniał się połowicznie drzwiami, jakby gotował się na możliwość ewakuacji. Zatem w przeciwieństwie do koleżanki nie wszedł głębiej mieszkania, ani nie odezwał się nawet najmniejszym słówkiem. Stanął w drzwiach i tylko trochę "zapuścił żurawia", by sprawdzić teren, i namierzyć Ogoniastą, która nie krępowała się wbicia na chatę i krzyków. Nadal ktoś poza nauczycielem był tutaj, nie wydawało mu się, aby znał energie okolicznościowe. Młodzieniec co chwila przerzucał wzrok z boku na bok jakby chcąc zlokalizować możliwe pułapki, niczym ranny zwierz. Nie powinno go tu być, tego był pewny na bank. A mimo wszystko chciał, tak jak po raz pierwszy w gabinecie psychologa Iscar'a, dopilnować biegu wydarzeń. Prawda leżała jednak bliżej koleżanki z klasy niżeli niebezpieczeństwa w apartamencie Kamael'a. Nie to, że wątpił w jego wrogie zamiary, zwłaszcza wparowując mu *stłumione-kaszlnięcie-w-butach-stłumione-kaszlnięcie* do jego azylu, ale przezorny zawsze ubezpieczony. A co gdyby historyk okazał się zdrajcą, i po dowiedzeniu się o Lucyferze tak naprawdę za plecami szykował coś do zgładzenia wszystkich demonów? Nie był ufny, i tak dość otworzył się w jego gabinecie dzieląc się z nim myślami na temat pierścienia, lecz nie może zapominać, iż to dzięki niemu żyje, bo wyleczył jego dotkliwe rany z bójki na cmentarzu. Ostrożności nigdy za wiele, już raz umarł, nie chciał przechodzić przez to samo ponownie.
Także pod chłopakiem rosła kałuża od przemoczonego ubrania i spływającego, rozwodnionego błota z glanów. Deszcz padał nawet w ShinSeinie, a to akurat zdarzało się niezwykle rzadko.



Mowa nr1 = grey
Mowa nr2 = cc33cc

Powrót do góry Go down
http://seishipbf.darkbb.com/t383-karta-postaci-ukye
Kamael
Admin
avatar

Liczba Postów : 64

POSTAĆ:
HP:
86/190  (86/190)
Mana:
170/220  (170/220)
Strój: Czarne glany, spodnie koszulka, i skórzana kurtka nabijana ćwiekami.

PisanieTemat: Re: Apartament Kamaela   Czw 17 Kwi 2014, 06:34

To miał być spokojny dzień, bez żadnych udziwnień. Kiedy schodzili rano nie spodziewali się, że Rin już nie śpi. Oczywiście nie zauważyła nie obecności połowy bandy Upadłych, co tym razem wyszło na dobre. Dziecko zachowało się bardzo miło robiąc ciastka, lecz jednocześnie wykonała niezły bałagan w kuchni. Jednak nie można się było na nią gniewać. Kam uśmiechnął się lekko i wziął jedno ciasteczko po czym spróbował. Wypiek był całkiem niezły. Blondwłosa mogła by w przyszłości zostać niezłym cukiernikiem. Lecz do tego czasu cała Seishi może zniknąć z powierzchni. Dlatego też Pan Miecza musiał wyjść ze swojego cienia i podjąć decyzję o tym kim chce być. Czy obserwatorem, który mógł zmienić przyszłość, czy też aktywnym uczestnikiem nadchodzących wydarzeń.
- Dziękuje Rin, ale nie jestem potworem. – rzekł były Anioł. – Może nie jestem święty, ale potworem też nie jestem. Można powiedzieć, że jestem dość skomplikowany.
- Dobra, dobra wujciu Kamaelu. Kończ te przemowy i bierz się do krojenia warzyw. Na ciastkach długo nie pociągniecie. – powiedziała Lilith wyciągając składniki śniadania i rozpalając ogień na kuchence. Niebieskooki tylko westchnął i wziął się do pomocy.
Po dość sytym śniadaniu Upadły usiadł w salonie i zaczął studiować kilka starych książek. Wszystkie traktowały o Wojnie Aniołów i Demonów. W dwóch z nich były bardzo dobrze rozpisane biografie najważniejszych członków obydwu armii. Jego postać też tam była, chodź nie czytał tego co tam nawypisywali. Znał swoje życie wystarczająco dobrze. Osobiście szukał informacji o swoich byłych znajomych i przeciwnikach, gdyż jak to mówią bitwy wygrywa się rozpoznaniem, taktyką, a dopiero potem armią. Zaś Kam chciał mieć jak najlepsze rozpoznanie. Przy okazji miał jeden traktat o hierarchii Calleum. Wszystko to były białe kruki. Czasami opłaca się żyć kilka tysięcy, żeby móc zgromadzić zbiory wiedzy, umiejętności i znajomości. Czytając właśnie opis bitwy w górach Zachodnich do jego umysłu doszła informacja. Many Shiyu i Ukye właśnie wkroczyły do Shinseiny. Należało się więc spodziewać, że niedługo odwiedzą swojego ulubionego nauczyciela.
- Lilith weź Rin i pojedźcie do miasta. Trzeba jej kupić jakieś rzeczy. Karta i kluczyki leżą na komodzie. Nie musisz zamykać drzwi. Niedługo przyjdą goście. – powiedział Kam, nalewając sobie szklankę whisky. Po trzydziestu minutach został sam na sam ze sobą. Dwie many zbliżały się cały czas, więc Pan Miecza mógł jeszcze się na spokojnie napić i poczytać.
Właśnie dochodził do opisu Lucyfera, kiedy mana Shiyu rozlała się po jego przedpokoju. Chwilę później doszedł jej głos. Bezczelna jak zawsze.
„Nie przypominam sobie bym przechodził z panią na ty, panno Wolf. Lecz skoro już tu jesteście to zapraszam do salonu. Pana też panie Key. Niech się pan tak nie boi. Nie zjem pana. Przy okazji ściągnijcie buty.” powiedział telepatycznie do swoich gości. Nie miał zamiaru wstawać, kiedy oni już byli na nogach. Przy okazji pokaże tej panience o zbyt dużym ego, że trochę kultury i szacunku jeszcze nikogo nie zabiło. Kiedy dwójka dzieciaków weszła do pomieszczenia Anioł Krwi uśmiechnął się chłodno.
- Witam was. Czemu zawdzięczam tą niecodzienną wizytę? – rzekł lustrując dzieciaki i sondując ich many. Sam był zimny i twardy jak skała. Pierścień na jego palcu zamigotał delikatnie.

Occ:
Rin idziesz z ciocią na zakupy. Jak chcesz możesz nią pisać.
Kolejność dowolna.


Być Ni­kim to bardziej boli niż być Upadłym Aniołem.
Powrót do góry Go down
http://seishipbf.darkbb.com/t491-karta-postaci-kamael
Shiyu Wolf
Admin Twórca
avatar

Liczba Postów : 549

POSTAĆ:
HP:
103/200  (103/200)
Mana:
220/220  (220/220)
Strój: http://i41.tinypic.com/awfcjk.jpg

PisanieTemat: Re: Apartament Kamaela   Czw 24 Kwi 2014, 03:13

Dziewczyna ucieszyła się w duchu gdy zauważyła w drzwiach Ukye. Postanowił wrócić i dalej towarzyszyć Shiyu mimo, że pewnie miał inne plany. Nie dawała jednak poznać po sobie, że cieszy japę czy coś w ten deseń. Odwróciła wzrok jakby szukając czegoś. Oczywiście tego nie robiła. Starała się zamaskować rumieńce na twarzy jakie jej wystrzeliły. Przypomniała sobie jakiego sposobu użył Ukye do uratowania jej życia. Tylko dlaczego akurat teraz? Głupi mózg!
Podniosła wzrok do góry słysząc w głowie znajomy głos należący do Kamaela, nowego nauczyciela Historii. Oburzyła się na aluzje dotyczącą tego, by zwracała się do niego per Pan. Niedoczekanie! Są poza szkołą i może mówić jak chce, nawet do nauczycieli. Taki już jest ten jej unikalny urok. Niektórzy mogą ją nawet znienawidzić, ale co to ją obchodzi... I tak jest samotna.
Posłusznie zdjęła buty i odstawiła je w kąt po czym biegiem udała się w stronę gabinetu. W skarpetkach było dość ślisko, przez co często prawie się wywracała na zakrętach. W końcu jednak trafiła. Wpadła z impetem. Podbiegła do Kamaela, podskoczyła, a następnie... wylądowała nogami na jego głowie. Zamachała ogonem, po czym saltem wróciła na miejsce.
- Ty! - krzyknęła wskazując na niego palcem - Chcę wiedzieć wszystko o bitwie! - przymrużyła oczy. Poczuła się dziwnie. Zakręciło się jej w głowie przez ułamek sekundy. Spojrzała na okno, było uchylone. Dlaczego w takim razie jest jej tak gorąco? Chyba długi pobyt na deszczu, walka i mokre ubranie przyprawiły ją o gorączkę.
Jednak pozostawała nieugięta, nie chciała by ktoś to zauważył. Na domiar złego rany piękny ją niesłychanie. By się nie bujać nas boki, oparła się o ścianę.



Mowa - #37ceff
Myśli - #3399ff

DAN DAN
Kokoro hikareteku
Sono mabushii egao ni
Hatenai yami kara tobidasou
Hold My Hand!
Powrót do góry Go down
http://seishipbf.darkbb.com/t473-karta-postaci-shiyu-nono-wolf
Ukye

avatar

Liczba Postów : 216

POSTAĆ:
HP:
210/300  (210/300)
Mana:
80/300  (80/300)
Strój: Czarny płaszcz (który przemienia w czarne błoniaste skrzydła), czarne przedramienniki, czarne spodnie, stalowe okucia tu i ówdzie, wysokie czarne buty. Obecnie także bandaże na ciele.

PisanieTemat: Re: Apartament Kamaela   Pią 25 Kwi 2014, 01:02

No cóż, Shiyu tylko kontrolnie sprawdziła kto przyszedł tuż po niej, po czym odwróciła głowę i weszła w głąb mieszkania najprawdopodobniej koncentrując uwagę na nauczycielu, a raczej na miejscu, w którym obecnie przebywał. Za przykładem koleżanki zdjął buty, aczkolwiek okazało się, że nie miał skarpetek, dlatego też był na bosaka. Nie żeby mu to przeszkadzało, lecz są tacy, którzy obeznani z savoir-vivre wystrzegają się podobnych gestów. I nie tolerują takiego zachowania u innych. Cóż, w każdym razie zdając się na kobiecy instynkt Wilczycy poszedł za nią, ponieważ nigdy wcześnie nie był w domostwie pana Kamael'a i mógł tylko na chybił-trafił odnaleźć wskazany pokój. W ogóle nie odnajdywał się w sporych pomieszczeniach (dobra wymówka jeśli chodzi o uczelnię w Shinseinie), toteż szedł tuż przy ścianie krok w krok za Ogoniastą. Nim wszedł do środka pokoju widział już w nim właściciela.
Siedział jak mówił telepatycznie w salonie otoczony kilkoma grubymi tomami ksiąg, a jedną z nich miał w rękach. Nie kwapił się do większych gestów, ale przywitał już na głos swoich nastoletnich gości. Demon nie liczył na uprzejmości, przynajmniej nie względem młodzieńca. Koleżanka z racji płci powinna mieć lepsze przywitanie, aczkolwiek nie znał się na tym zbytnio i być może zemściła się za to wskakując na głowę profesora. Chłopak mrugnął kilkukrotnie ślepiami zastanawiając się czy to dzieje się naprawdę czy wyimaginował dziwną scenę. I tak nie odlepił się od ściany, nawet jeśli były przygotowane miękkie fotele. Po chwili i panna Nono wykonała salto w tył i znalazła się nieopodal. Wyjaśnienie dla demona było takie, iż nie czuł się komfortowo, z kilku powodów.
Pierwszym faktem było odnotowanie resztek anielskiej i nieznanych odmian man w powietrzu, które nic mu nie mówiły, jednocześnie wprawiły go w dumanie. Kto go odwiedził przed nimi? Może w ogóle nie miało to związku ze sprawą, w jakiej przyszli, mimo wszystko wątpił, aby umówili się na seans kinowy czy na herbatkę. Drugi powód wiązał się, jak wspomniał narrator wcześniej, z brakiem przyzwyczajenia do większych, ale zamkniętych przestrzeni. Nie wiedzieć czemu wolał mniejsze klitki lub zupełnie otwarte tereny. Być może miało to związek z dawnymi latami, kiedy umierając w lochach dostał akurat największą celę, zupełnie pustą, strasznie wysoką jak na więzienie. I nawet mając tyle powierzchni dookoła siebie nie mógł nic zrobić, gdyż był zakuty we święte kajdany. Zapewne skojarzenie to nad wyraz zostało zinterpretowane, ale tak zakonotowało mu się w mózgu. Po trzecie, nie należał do istot towarzyskich, już trzy osoby były dla niego tłokiem. I po czwarte, najbardziej logiczne z jego punktu widzenia to... pierścień na palcu Anioła Miecza.
Był dla niego wielką zagadką. Skoro tylko miała reprezentować status społeczny Kamael'a, to dlaczego gdy mimochodem utkwił spojrzenie w oczku "precjozy", pojawiało się w uszach zgrzytanie przypominające tysiąc paznokci przejeżdżających przez tablicę, a przed oczyma - niezrozumiałe runy? Na dodatek przyspieszył mu się oddech, ponieważ miał uczucie duszności. Czemu mimo wszystko przyciągał go ów pierścień? Puls oczka cacka historyka był teraz także pulsem krwi demona. Ostatecznie z trudem oderwał wzrok od hipnotyzującej biżuterii i nawet nie czekając na odpowiedź profesora zawrócił na pięcie i pobiegł w kierunku łazienki. Chyba ją mijali jak szli, takie miał wrażenie, lecz przez ten istny harmider dla oczu i uszu trochę pobłądził zanim znalazł upragnione miejsce. Pociągnął za klamkę, zamknął drzwi za sobą, rzucił się na smukły przyrząd sanitarny, szybko odkręcił kurek z wodą i przemył twarz kilkukrotnie, a nawet z dwa razy się napił, by zniweczyć chociaż na moment te wszystkie niepokojące objawy.
>Głupi pierścień...
Wycedził przez ściśnięte zęby próbując się uspokoić, co marnie szło. Uniósł wzrok na lustro nad umywalką i zniesmaczony dostrzegł na rogach w pełnej, dziesięciocentymetrowej okazałości, znaki identyczne jakie widział w krótkim "kontakcie" z pierścieniem. Czymkolwiek to ustrojstwo jest, musi się trzymać z daleka od niego. Za bardzo miesza mu w głowie, a jednocześnie korci, by go mieć na własność. Od tych zawirowań w głowie zrobiło mu się niedobrze, i w porę znalazł się przy innym przyrządzie sanitarnym, aby odciążyć skwaszony żołądek.



Mowa nr1 = grey
Mowa nr2 = cc33cc

Powrót do góry Go down
http://seishipbf.darkbb.com/t383-karta-postaci-ukye
Kamael
Admin
avatar

Liczba Postów : 64

POSTAĆ:
HP:
86/190  (86/190)
Mana:
170/220  (170/220)
Strój: Czarne glany, spodnie koszulka, i skórzana kurtka nabijana ćwiekami.

PisanieTemat: Re: Apartament Kamaela   Czw 01 Maj 2014, 07:47

Niektóre byty są naprawdę pokręcone. Kamael zaś miał takie szczęście, że najczęściej spotykał właśnie takich psycholi. Czy on miał w sobie jakiś magnez, czy też w trakcie Upadku został przeklęty przez Najwyższego? To by w pewnym sensie wyjaśniało ostatnie dziwne zdarzenia. Ostatnie czyli te z ostatniego tysiąca lat. Kilkanaście zamachów na jego życie, tajemnicze zniknięcia, i ostatnio Lucyfer. Wszystko zaczynało się walić. Pokój okupiony tak wielkimi stratami, teraz zaczynał chwiać się. Kam nie mógł do tego dopuścić. Jeśli Luc chce wojny, to na pewno jej nie dostanie na swoich warunkach. Zaś jeśli przyjdzie zginąć to Anioł Miecza będzie wiedział, że zrobił wszystko by uratować ten świat. Uratować, gdyż w głębi duszy ciągle kochał ludzi, Ziemię i inne ludy. Był Rycerzem Pana i nic tego nie zmieni. Lecz zachowanie panny Wolf, czasami sprawiało, że miał ochotę rzucić całe starania w cholerę. Bo po co ma się starać, myśleć i planować, jak taka rozwrzeszczana gówniara nie szanuje tego. Młodzież taka właśnie była. Nie szanująca osób starszych, doświadczonych. Uważali, że sami umieją wszystko najlepiej i wiedzą najwięcej. Starych to najlepiej na śmietnik wyrzucić. Shiyu próbowała wskoczyć mu na głowę, lecz lekki ruch i odepchnięcie gówniary wystarczyło. Oczywiście Ukye musiał się wygadać. Anioł Krwi spojrzał chłodno na demona, zaś kamień w jego pierścieniu zamigotał delikatnie. Byli jednością, wiec nic dziwnego, że mała zabawka niebieskookiego potrafiła oddawać jego uczucia za pomocą natężenia many. A teraz to natężenie lekko podskoczyło. On się tu stara zapewnić bezpieczeństwo jak największej ilości istnień, a ta dwójka lata po całej wyspie i rozpowiada o planach. I jak tu ich traktować jak dorosłych? Mana pierścienia najwyraźniej, źle działała na Keya. Będzie musiał się tym zająć. Czuł jak jego ciało wstrząsane jest złymi emocjami.
„Panie Key. Jak pan się lepiej poczuje, to zapraszam z powrotem.” rzekł Kam telepatycznie do demona. Teraz miał chwile czasu na rozmowę z uszatą. Wstał za stołu i lekko się przeciągnął. Po chwili w jego ręce pojawił się czarny miecz, zaś jego ciało pokryło się mroczną maną.
- Posłuchaj mnie dziewczyno. Nie wiem jakie masz doświadczenie w walce, ale wiedz jedno. Dla mnie cały czas jesteś świerzakiem. Kimś kto na polu walki nie przetrwa ani chwili. – powiedział, zaś jego oczy wyglądały jak zrobione z lodu. – Myślisz, że ja się tutaj bawię? Nie, to jest praca. Praca by utrzymać ten zasrany świat w kupie. Może masz jakąś rodzinę, może nie mam to gdzieś. Jeśli chcesz, żeby przeżyli to przestaniesz się zachowywać jak rozpieszczona księżniczka, a staniesz się żołnierzem. Zakładam, że Key wypaplał co nieco o nadchodzących wydarzeniach. Dlatego tu jesteście. Jednak zapamiętaj, że jestem od ciebie starszy i bardziej doświadczony. Zabiłem więcej osób, niż ty widziałaś w cały swoim życiu.
W tym momencie zauważył Ukye, który stał przy drzwiach. Wyglądał, jakby skoczył do Piekła i z powrotem. Upadły wziął wdech i kontynuował. Pierścień migotał, wraz z runami na mieczu.
- Teraz zależy wszystko od was. Wchodzicie w to, albo nie. Jak nie to wypad. Nie potrzeba mi bachorów do opieki. Jeśli się zgadzacie to będziecie musieli wiedzieć kto jest szefem. Ja wymagam. Więc? – mana wojownika w dalszym ciągu płonęła. Nadszedł czas by wreszcie podjąć decyzje.


Być Ni­kim to bardziej boli niż być Upadłym Aniołem.
Powrót do góry Go down
http://seishipbf.darkbb.com/t491-karta-postaci-kamael
Shiyu Wolf
Admin Twórca
avatar

Liczba Postów : 549

POSTAĆ:
HP:
103/200  (103/200)
Mana:
220/220  (220/220)
Strój: http://i41.tinypic.com/awfcjk.jpg

PisanieTemat: Re: Apartament Kamaela   Czw 01 Maj 2014, 23:53

___W Shiyu, aż się gotowało ze złości. Znów to samo, znów była traktowana jak ktoś mało rozumny tylko dlatego, że jest młodsza. Różnica tym razem jest taka że nie da sobie w kaszę dmuchać. Nikt nie będzie jej poniżał. Nie bezkarnie. Kiedyś może takie słowa by przełknęła i puściła bokiem, ale po latach ma dość. Żyje całkowicie inaczej, z dala od miejsca zamieszkania i rodziny, która ją odrzuciła już dawno.
___- Urusai! - krzyknęła przerywając wywód Kamaela. Spuściła głowę, grzywka zasłaniała jej rozwścieczone oczy - Taki stary, a taki głupi. Za kogo się uważasz?! - zacisnęła pięści tak mocno, że kostki jej zbielały. Wzięła głęboki wdech - Kto tutaj jest nieodpowiedzialny? Po cholerę ukrywasz tak ważną informacje?! Jeśli świat dowiedziałby się wcześniej, to mógłby się przygotować, a teraz? Zaplanowany atak zła przeciwko nic nie spodziewającemu się dobru, czy wynik nie jest jasny?! - krzyknęła na całe gardło. Podniosła dłoń, a palec wskazujący skierowała w stronę upadłego - Walcz. Walcz ze mną, ukrócę tą twoją narcystyczność, gburze. Pokażę Ci gdzie jest twoje miejsce. - machnęła ogonem - Jeśli wygram, odszczekasz to co powiedziałeś, uznasz moją siłę i powiesz wszystko co wiesz o tej bitwie. Zobaczymy kto będzie nosił miano "świeżaka" - zamilkła. Sprawę przegranej zostawiła już Upadłemu, niech on stawi warunek.
Nagle, wilczyca ponownie kichnęła. Dobrze, że stała przy ścianie, bo gdyby nie to, to zapewne upadłaby na podłogę z wycieńczenia. Tak na prawdę nie miała sił na walkę, ale znajdzie je, jeśli tylko będzie trzeba. I nawet gorączka, która rozmazuje jej obraz przed oczami nie będzie przeszkodą. W wilczej formie jest silniejsza, na pewno da radę.
Dziewczyna poczuła coś zimnego obok siebie. Poczuła się błogo, bo rozpalone ciało schłodziło się w zetknięciu z... podłogą? Kiedy do cholery jasnej straciła grunt pod nogami? Próbowała się podnieść, lecz udało się jej jedynie usiąść oparta o ścianę.
___- Będę walczyć, tylko... muszę chwilę odpocząć i zaraz... - mamrotała pod nosem niezrozumiale. Majaczyła, po prostu majaczyła.



Mowa - #37ceff
Myśli - #3399ff

DAN DAN
Kokoro hikareteku
Sono mabushii egao ni
Hatenai yami kara tobidasou
Hold My Hand!
Powrót do góry Go down
http://seishipbf.darkbb.com/t473-karta-postaci-shiyu-nono-wolf
Ukye

avatar

Liczba Postów : 216

POSTAĆ:
HP:
210/300  (210/300)
Mana:
80/300  (80/300)
Strój: Czarny płaszcz (który przemienia w czarne błoniaste skrzydła), czarne przedramienniki, czarne spodnie, stalowe okucia tu i ówdzie, wysokie czarne buty. Obecnie także bandaże na ciele.

PisanieTemat: Re: Apartament Kamaela   Pią 02 Maj 2014, 02:37

Owszem, wrócił jakby był po grubej imprezie następnego dnia i przywarł ramieniem do progu drzwi. Między ścieraniem tysiąca paznokci usłyszał wołanie nauczyciela, toteż poprawił swój wizerunek jak mół w łazience i znalazł się przy salonie. Zarówno sparing z panną Nono, walka z nieznanym wojownikiem, pogoda jak i mana płynąca z pierścienia źle wpłynęły na zdrowie demona. Teraz było odrobinę lepiej, aczkolwiek idąc z powrotem do salonu, na korytarzu usłyszał fragment kłótni między Kamaelem a Shiyu. Nie ma co - umiał dobierać towarzyszy. Nigdy nie był w tym dobry, zazwyczaj działał w pojedynkę, ale wojna krążąca nad ich głowami jest zbyt wielka. Nie mógł polegać tylko na sobie, bo chodzi tu o dzieje całego świata. Z lekką obawą słyszał groźby Wilczycy kierowane na nauczyciela, który odpłacał się siarczystymi słowami. Jeśli nic nie zrobi, by się zjednoczyli - Lucyfer wygra. Tylko jakim niby cudem to demon miałby jednoczyć zwaśnione generacje? To nie była jego broszka.
Nie spoglądając na pierścień zrobił krok wgłąb pokoju, a wtedy też dziewczyna odpłynęła. Z początku myślał, iż to Anioł Śmierci rzucił na nią jakiś urok, to też szybko kucnął przy koleżance i próbował wyczuć energię gospodarza w jej ciele. Na szczęście nic takiego nie odkrył - jeszcze tego brakowało, by zaczęli się bić naprawdę. Westchnął i przyłożył swoją bladą dłoń do jej czoła. Musiała mieć gorączkę. Cóż, gdyby był Aniołkiem o dobrej duszy, to natychmiast zrobiłby wszystko, aby dziewczyna wróciła do zdrowia. A Ukye na chwilę odstąpił od niej i skierował się przodem do Kamaela. Chyba nadużyli jego gościnności, bo jego energia pulsowała mocniej niż przedtem, a na mieczu zjawiły się takie same runy co wewnątrz pierścienia i... na ciele młodzieńca. Nawet ślepia demona płonęły intensywnym fioletem przechodzącym w odcień maliny. Nie bacząc na to zacisnął pięść i powiedział o dziwo spokojnym głosem:
>Jesteśmy i będziemy po tej samej stronie, panie Black. Nie widzę sensu kłócić się o pierdoły.
Czymkolwiek był ten pierścień, jeśli nauczyciel się prędko nie uspokoi, to i chłopak wybuchnie. Najlepszym wyjściem z sytuacji było zostawienie go z przemyśleniami. Nie po to chciał od niego pomocy, by ten karcąco spoglądał na dodatkowe wsparcie. Jeśli nie wierzył w potencjał Shiyu, to jeszcze dowie się jak świat potrafi zaskoczyć. Widział w koleżance sprzymierzeńca, i tak zostanie, chyba że w ogóle nie dojdą do porozumienia, a wtedy zakończy współpracę z obiema stronami. Nie był dobrym negocjatorem warunków na jakich miałaby działać ich współpraca, ale skoro Kamael chciał szefować... przejmie na siebie sporą odpowiedzialność, jak sam rzekł.
Ponownie schylił się ku Pół-Zwierzu i przerzucił ją przez swój bark, gdzie poniżej jego płaszcz zaczął mocniej falować. Wyprostował się w nogach i kręgosłupie, by wypowiedzieć ostatnie, spokojne dwa słowa w kierunku profesora i utkwić rozognione źrenice:
>Do zobaczenia.
Wyszedł z koleżanką jakby nigdy nic, nie zapominając o swoich i jej butach, które dzierżył we szponiastej ręce. Owszem, był tak przesycony negatywną energią stworzoną między swoimi sojusznikami, by to wystarczyło, aby rozłożyć swoje skrzydła (już poza domem Anioła Miecza) odlecieć z bogatszej dzielnicy ShinSeiny. Nie mógł zaliczyć tego spotkania poza murami szkolnymi do udanych, nie mniej jednak pierwsze lody zostały przełamane, a przynajmniej miał taką nadzieję.

z tematu x2 -> Strych



Mowa nr1 = grey
Mowa nr2 = cc33cc

Powrót do góry Go down
http://seishipbf.darkbb.com/t383-karta-postaci-ukye
Kamael
Admin
avatar

Liczba Postów : 64

POSTAĆ:
HP:
86/190  (86/190)
Mana:
170/220  (170/220)
Strój: Czarne glany, spodnie koszulka, i skórzana kurtka nabijana ćwiekami.

PisanieTemat: Re: Apartament Kamaela   Pon 12 Maj 2014, 08:10

Całe to zdarzenie było irracjonalne. On, były Generał Wojsk Calleum, weteran wojny Aniołów i Demonów, Pan Miecza i Anioł Krwi, kłócił się z jakąś gówniarą. Wściekłość zaczynała narastać w Upadłym. Rumy na mieczu oraz kamień osadzony w złotym pierścieni pulsowały niebezpiecznie maną wojownika. Obie te rzeczy były jego fragmentami. Częściami duszy, jeśli ktoś woli to tak nazywać. Zostały stworzone dla niego z jego mocy. Odizolowanie many i przekucie jej we fragmenty przedmiotów. Dzięki temu młody eon mógł łatwiej uczyć się o swojej mocy, którą mu podarował Najwyższy. Z upływem lat moc wzrastała, tak samo jak umiejętności. I teraz musiał się kontrolować by nie wybuchnąć i nie zmieść całego pomieszczenia z powierzchni ziemi. Ta dziewczyna naprawdę miała wysokie mniemanie o sobie. Wyzywała Upadłego Anioła na walkę?
- Naprawdę tego chcesz dziecko? – zapytał chłodnym głosem. Dawał jej tym samym możliwość wycofania się. Kam miał doświadczenie i wiedział, że młodzi osobnicy często robią coś, czego później żałują. Jednak zanim wilczyca odpowiedziała to jej mana raptownie zmalała, zaś sama dziewczyna upadła na ziemię. No tak, latają nago po deszczu, to potem chorują. Nie dane mu było zobaczyć co z nią, gdyż uprzedził go Ukye. Najwyraźniej demon czuł się o wiele lepiej niż kiedy Lucyfer panował nad jego ciałem. Przynajmniej ten jeden wiedział z czym się mierzy. Niebieskie oczy spoczęły na fioletowookim. Dzieciak był pewny siebie i szybko zabrał wilczycę z mieszkania Upadłego. Kam nie wiedział czy to dobrze czy źle. Z jednej strony cieszył się, że nie musiał walczyć z dziewczyną w takim stanie, lecz z drugiej był wkurzony, że śmiała podważać jego decyzje. Jednym ruchem uspokoił manę i wysłał miecz w niebyt. Następnie wyszedł na podwórko i zaczerpnął świeżego powietrza. Kilka chwil później rozłożył czarne skrzydła i zniknął z powierzchni. Musiał pomyśleć nad kilkoma rzeczami.

Z/t nie wiem


Być Ni­kim to bardziej boli niż być Upadłym Aniołem.
Powrót do góry Go down
http://seishipbf.darkbb.com/t491-karta-postaci-kamael
Shiyu Wolf
Admin Twórca
avatar

Liczba Postów : 549

POSTAĆ:
HP:
103/200  (103/200)
Mana:
220/220  (220/220)
Strój: http://i41.tinypic.com/awfcjk.jpg

PisanieTemat: Re: Apartament Kamaela   Sob 24 Maj 2014, 06:31

Prosto od poddaszu, na którym pomieszkuje Ukye wraz z jaszczurzą współlokatorką, Shiyu udała się do swojego mieszkania. Wystarczyło przemknąć przez męską część internatu, a potem było już z górki, bo nikt nie mógł się do niej przypierwiastkować. Nauczyciele tutaj byli bardzo upierdliwi i surowi jeśli chodzi o regulamin szkolny. Dziewczyny nie miały wstępu do męskiej części, a mężczyźni do damskiej. Mało kto jednak tego przestrzegał. Używa się magii by się wycwanić.
W każdym bądź razie gdy tylko Wilczyca doszła pod drzwi mieszkania, weszła najciszej jak się dało. Obawiała się spotkać tej grupki wyrostków, która ostatnio ją złapała i postanowiła pomęczyć. Gdyby nie wielkie zmęczenie to chętnie by się odegrała na nich. Musi jednak oszczędzać siły na skopanie Kamaela jutro. Potem pobawi się w mściciela.
Jedyne na co miała siły to rozebranie się, umycie i dojście jakimś cudem do łóżka. Otuliła się szczelnie puchatą pościelą, a chwilę później spała jak zabita. Gorączka jeszcze trzymała, ale nie była tak wysoka jak wcześniej, dzięki lekom podanym przez Ukye szybko się zbiła. Już rankiem nie było po niej ani śladu. Mogła szybko przebrać się w czyste ciuchy i pobiec ku swojemu celowi. Nie ważne, że była dopiero piąta rano. Jej to nie przeszkadza.
Pod domem Kamaela była już o szóstej. Zwinnym ruchem wskoczyła na murek by potem przemknąć na dach budynku. Z niego, w ciele ciut mniejszego wilka (bo tak było wygodniej) mogła sprawdzać wszystkie okna w poszukiwaniu sypialni czy pomieszczenia, w którym spał właściciel. Jak na złość jej, słońce padające na szyby uniemożliwiało jej podglądanie bo dawało to efekt lustra weneckiego i jedyne co widziała to swoje odbicie. Mogła tylko warknąć, zaskoczyć na ziemię i usiąść pod drzwiami jak grzeczny Burek. Nacisnęła jeszcze łapą kilkanaście razy na dzwonek mając nadzieję, że Kamael to usłyszy i ruszy swoje cztery litery. Podrapała się nogą za uchem wytrzepując wredne pchły. Nigdy nie potrafiła się ich pozbyć w formie wilka. No, ale nie ważne.
- Wychodź! - krzyknęła otwierając pysk. Strasznie niecierpliwa zaczęła chodzić dookoła, a po pewnym czasie dzwonić bardziej uporczywie. Nawet nacisnęła klamkę, lecz drzwi okazały się być zamknięte. Buchnęła zdenerwowana, po czym odeszła na bok i usiadła. Poczeka, aż wstanie, albo wróci jeżeli go nie ma w domu. Miała czas na przemyślenia.
Jeśli tylko załatwi tu swoje sprawy, uda się w poszukiwania Ukye i Ny-Ny. Kto wie, może znów spędzą miło czas, zamiast myśleć o wojnie i cierpieniu jakie ich czekać. Nie samą wojną człowiek żyje.



Mowa - #37ceff
Myśli - #3399ff

DAN DAN
Kokoro hikareteku
Sono mabushii egao ni
Hatenai yami kara tobidasou
Hold My Hand!
Powrót do góry Go down
http://seishipbf.darkbb.com/t473-karta-postaci-shiyu-nono-wolf
Kamael
Admin
avatar

Liczba Postów : 64

POSTAĆ:
HP:
86/190  (86/190)
Mana:
170/220  (170/220)
Strój: Czarne glany, spodnie koszulka, i skórzana kurtka nabijana ćwiekami.

PisanieTemat: Re: Apartament Kamaela   Nie 25 Maj 2014, 10:35

Krew ściekała mu z miecza. Dwóch już leżało, zaś został tylko jeden. Wcześniej był taki pewny siebie. Myśleli, że znaleźli łatwą ofiarę. Niedoświadczone ścierwo, któremu pożrą duszę i zrobią cos jeszcze. Przeliczyli się. Trafili na byłego Anioła, na dodatek bardzo wkurzonego Anioła. Miał dość pieszczenia się ze wszystkim co go otacza. Prowadził bardzo spokojną egzystencję zanim udało mu się dać namówić Asmodeuszowi by sprawdzić Shinseine. Od tego czasu wszystko się wzięło i spieprzyło. Nadchodząca wojna, która może zniszczyć cały pokój i świat, mała jaszczurka, demon, wkurzająca nastolatka, dziecko aniołów i Lilith. Kamael czasami się zastanawiał czy Najwyższemu nie sprawia radości obserwowanie męki, jego byłego sługi. Żył już ponad trzy milenia i w dalszym ciągu spotykał na swojej drodze idiotów, psycholi i kretynów. Niektórych zabijał, innych lekceważył. Lecz im więcej lat upływało tym hołoty napływało. Dlatego też Pan Miecza postanowił się odstresować i wybrać się na wycieczkę do Oroki. W tym mieście było tyle zła, niegodziwości i cierpienia, że Kam mógł odpocząć i wyluzować się. Każdy z przechodniów kwalifikował się do dania w pysk, więc były Anioł nie musiał długo czekać, żeby ktoś go zaczepił. Trójka demonów, którzy wyglądali jakby byli zbudowani z samych mięśni. Nie wyglądali na inteligentnych i raczej tacy nie byli. W walce też nie należeli do geniuszy. Wystarczyły trzy cięcia i dwóch było bez życia. Lucek chyba nie będzie miał mu tego za złe?
- No co tak słabo maleńki? – rzekł wojownik podchodząc do ostatniego demona, który wyglądał jakby schodził na zawał. – Mówiłeś takie ładne rzeczy wcześniej. Pokaż na co cię stać. Przemień się, wezwij swoich braci, zrób coś.
Raguel:
 
- Zostaw go Kam. Widzisz, że chłopak zaraz się posra ze strachu. – usłyszał głos zza pleców. Kiedy Upadły się odwrócił demon wykorzystał sytuację i uciekł z miejsca. Oni wszyscy byli dla niego za bardzo popieprzeni. Anioł Krwi natomiast nie mógł trafić gorzej.
- Raguel. –rzekł chłodno chowając miecz. Tylko tego mu teraz brakowało. Szef wywiadu Piekła natomiast cieszył się z widoku starego znajomego. – Czego chcesz?
- To tak się wita starych przyjaciół? – rzekł mężczyzna w dalszym ciągu się uśmiechając. – Myślałem, że coś między nami było.
- Straciłeś to zaszczytne stanowisko kiedy zostałeś demonem i przyłączyłeś się do Luca. – odparł niebieskooki patrząc się z pode łba na demona. Ten nie robiąc sobie nic z tego wyciągnął papierosy i zapalił jednego.
- To było dawno i nie aktualne. Błędy młodości bracie. Zmieniłem się i ty też. – powiedział czerwonooki siadając na jakiejś ławce. – Chciałem z tobą pogadać, ale masz taką ochronę, że nie miałem ochoty przedzierać się przez Aba i umawiać się u Lilith.
- Jak, ty ? Skąd wiesz? – odparł zdezorientowany Upadły. Ciemnowłosy tylko się zaśmiał.
- Zapominasz chyba kim jestem. Szef wywiadu Piekieł, były dowódca kawalerii Calleum, wyższy demon i tak dalej. – rzekł zaciągając się papierosem. – Mam dla ciebie pewną propozycję, która może zmienić nadchodzące wydarzenia.
- A jaki ty będziesz miał w tym zysk?
- Taki, że moje interesy nie spłoną. Więc jak? Deal?
- Najpierw powiedz co masz mi do zaoferowania. – powiedział były Generał Calleum siadając na ławce.
- No to słuchaj. – odparł Raguel i rozpoczął monolog.

Wiatr szarpał jego włosy i ubranie, kiedy przemierzał wyspę. Leciał jednak na takiej wysokości, że mało kto mógł go teraz zobaczyć. Czarne skrzydła poruszały się co jakiś czas, kiedy czuł, że traci wysokość. Równocześnie gorączkowo rozmyślał nad tym co powiedział mu Raguel. Nie mógł być pewny czy może mu ufać. W końcu był demonem i na dodatek jednym z największych kombinatorów. Jak coś mówił to zawsze trzeba było się doszukiwać drugiego dna. Tacy jak on nigdy nie robią niczego dla innych, jeśli nie upatrują w tym zysku dla siebie. Lecz co ma być to będzie. Na razie Kam wyczuwał spore natężenie many przed jego własną rezydencją. Wolał nie ryzykować ataku, lub też spotkania z osobami nieuprawnionymi, więc wylądował kilkadziesiąt metrów dalej. Czarne skrzydła zostały ukryte i Kam ponownie wyglądał jak zwykły, szary obywatel. Zbliżając się do domu mógł już określić czyja mana i osobowość go zaszczyciły. Shiyu Wolf widocznie czuła się lepiej, gdyż darła się w niebogłosy i łaziła po jego terenie.
- Wie pani, panno Wolf, że za wejście na cudzy teren grozi grzywna, lub w pani wypadku dozór kuratora? – rzekł Anioł Miecza wchodząc przez furtkę jak cywilizowany człowiek i patrząc na młodą wilczycę. Nie ma co, ale charakter i upór to ona ma. Ciekawe jak z resztą.
- W czym mogę pani pomóc? – rzekł szukając kluczy by otworzyć drzwi. Ta pora była nieludzka.

Occ:
Przybyłem Very Happy
Przy okazji przedstawiam Raguela :DPierwsza część posta dzieje się w Oroce


Być Ni­kim to bardziej boli niż być Upadłym Aniołem.
Powrót do góry Go down
http://seishipbf.darkbb.com/t491-karta-postaci-kamael
Shiyu Wolf
Admin Twórca
avatar

Liczba Postów : 549

POSTAĆ:
HP:
103/200  (103/200)
Mana:
220/220  (220/220)
Strój: http://i41.tinypic.com/awfcjk.jpg

PisanieTemat: Re: Apartament Kamaela   Pon 26 Maj 2014, 02:23

_____Wilczyca grzecznie czekała jakiś czas na przybycie właściciela rezydencji. W spokoju przyglądała się ogrodowi, obserwując jak nic nie spodziewające się drobniutkie zwierzątka takie jak osy, motylki czy mrówki w pocie czoła wykonują swoją monotonną robotę. Wszystkie robią to samo, jak ślepy naród pod dyktaturą surowego wodza. W sumie i na Shinseinie tak jest. Tym wodzem jest Najwyższy, a... resztę samemu trzeba sobie dorysować. Interpretacja jest dość szeroka.
Wilk machnął ogonem i westchnął ciężko wypuszczając powietrze z paszczy. Zaczęła się drapać za uchem i zastanawiać czy, aby nie przyjść w południe, bo siódma rano może być zbyt wcześnie. W sumie już wpół do ósmej, Kamael długo kazał na siebie czekać, a i nie zapowiadało się by miał przyjść. Dziewczyna z nudów zaczęła nawet ganiać za własnym ogonem oraz znęcać się nad myszkami i nornicami, które znalazła w okolicy. Nie, spokojnie - żadne zwierze nie zdechło w trakcie tworzenia posta.
W końcu...! Na horyzoncie pojawiła się znajoma dla Nono sylwetka oraz zapach umarłego. Podniosła swój kuper, a następnie wzrokiem śledziła każdy, nawet najdrobniejszy ruch upadłego. Był spokojny, wyluzowany - tak jakby nie miał pojęcia po co Shiyu tutaj przyszła. Przecież doskonale wie, jeszcze wczoraj była gotowa zrobić to, co ma zamiar teraz. A mówiąc teraz znaczy 'TERAZ'.
___ - Zgiń. - mruknęła, a następnie zerwała się do szybkiego biegu w stronę czarnowłosego gdy ten zajęty był szukaniem kluczy. Gdy była już niecały metr przed nim, wyskoczyła w powietrze by rzucić mu się do szyi lecz... w ostatniej chwili zmieniła swoje rozmiary do rozmiarów bestii. Doszła do wniosku, że przywalenie Kamaela dwumetrowym cielskiem będzie bardziej efektywne od gryzienia w szyję. Łapami przytrzymała jego barki, by nie mógł się ruszyć. Atakowała od razu z całą siłą, nie chciała się patyczkować. Zdawała sobie sprawę z tego, że bawienie się w kotka i myszkę może być zgubne dla dziewczyny.
Odskoczyła do tyłu, a następnie wróciła do swojej półludzkiej formy. Skrzyżowała ręce na piersiach i spojrzała chłodno na swojego przeciwnika:
___ - Poddaj się, albo walcz. Pokażę Ci, że pora odejść na emeryturę, dziadku. - wskazała na niego palcem i machnęła triumfalnie ogonem. Ustawiła się w pozycji obronnej, by w razie czego odejść gdzieś na bok unikając ataku. Upadłe są równie przebiegłe jak demony. To mendy.

OOC
Atak zwykły - 20 dmg

Let's start. Very Happy



Mowa - #37ceff
Myśli - #3399ff

DAN DAN
Kokoro hikareteku
Sono mabushii egao ni
Hatenai yami kara tobidasou
Hold My Hand!
Powrót do góry Go down
http://seishipbf.darkbb.com/t473-karta-postaci-shiyu-nono-wolf
Kamael
Admin
avatar

Liczba Postów : 64

POSTAĆ:
HP:
86/190  (86/190)
Mana:
170/220  (170/220)
Strój: Czarne glany, spodnie koszulka, i skórzana kurtka nabijana ćwiekami.

PisanieTemat: Re: Apartament Kamaela   Sro 28 Maj 2014, 09:06

Panna Wolf była nad wyraz namolna. Nie dość, że nie pozwoliła mu nawet wejść do domu, to nie odpowiedziała mu na pytanie. Ta dzisiejsza młodzież. Emocje jakie panowały w wilczycy aż płonęły. Złość, arogancja, pewność i chęć zemsty. te emocje wylewały się z dziewczyny i atakowały umysł Kamaela. Wolf była bardzo rozchwiana emocjonalnie. A może zwyczajnie chciała pokazać, że do czegoś się nadaje. Czyżby miała kompleks niższości? Trzeba jej się przyjrzeć. Zamyślenie Upadłego Anioła spowodowało, że nie wyczuł zamiaru ataku. Kiedy się spostrzegł było już za późno, a Shiyu leciała na niego w formie olbrzymiego wilka. W następnej chwili na ciało wojownika zwaliło się ponad sto kilo żywej masy. Niebieskooki nawet nie zdążył sięgnąć po sztylet kiedy łapy przytrzymały go za barki, a kły bestii kłapnęły zdecydowanie za blisko gardła byłego generała Calleum. Co ta smarkula sobie myśli, że przyjdzie i rzuci go na kolana jej zwierzęca forma? Niebieski płomień zapłonął w jego oczach kiedy wstawał z ziemi. Otrzepał kurtkę i prychnął delikatnie.
- Przeszedłbym dziecko, gdyby to tylko było możliwe. – rzekł uśmiechając się ironicznie. – Tylko powiedz mi kto wtedy by utrzymywałby pokój? Najwyższy ze swoimi zastępami Aniołów? Lucyfer z piekielną armią? Czy może ty i twoi przyjaciele? Wątpię Luc chce śmierci, Najwyższy siedzi na górze i się niczym nie przejmuje. Zaś wy i cała ludzkość macie się za nie wiadomo kogo. Jeśli chcesz ze mną walczyć to proszę bardzo. Zobaczymy na co cię stać.
Rzekł i w tym samym momencie rozłożył ciemne skrzydła. Wyglądał teraz niczym Anioł Śmierci, który przyszedł po duszę niegrzecznej dziewczyny.
- Proponuję walkę w kanionie, na południe od miasta. Jest tam wystarczająco dużo miejsca by sobie porozwalać łby i nikt nie proszony nie podpatrzy nas. Czekam tam dziecko. – po tych słowach Anioł Krwi wzbił się w powietrze i zniknął z oczu wilczycy. Pojedynek miał się niedługo rozpocząć.

Occ:
z/t x 2 Kanion
Pisz pierwsza w tamtym temacie.


Być Ni­kim to bardziej boli niż być Upadłym Aniołem.
Powrót do góry Go down
http://seishipbf.darkbb.com/t491-karta-postaci-kamael
Kamael
Admin
avatar

Liczba Postów : 64

POSTAĆ:
HP:
86/190  (86/190)
Mana:
170/220  (170/220)
Strój: Czarne glany, spodnie koszulka, i skórzana kurtka nabijana ćwiekami.

PisanieTemat: Re: Apartament Kamaela   Czw 11 Wrz 2014, 08:32

Pojawił się w mieszkaniu niczym chmura burzowa. Many wystarczyło mu tylko na zaleczenie rannych skrzydeł. Pozostałe rany musiały poczekać, aż wróci do domu. Był równocześnie zadowolony jak i lekko wkurzony. Zadowolony, że utarł nosa tej małej Shiyu. Pokazał jej, że może nie jest takim dziadygą za jakiego go uważa. Może nawet się czegoś od niego nauczy. Oczywiście o ile jej duma jej na to pozwoli. Lecz w dzisiejszym świecie mało mieli opcji. Zło jest złem. Nieważne w jakim wymiarze. Jak to mawiają ludzie. Ogień zwalczaj ogniem. A co jest lepsze do pokonania Upadłego Anioła, niż inni Upadli?
Kamael wylądował w ogrodzie niczym czarny meteor. Wykorzystał resztki many do szybszego lotu. Dzięki temu stracił mniej energii życiowej i miał tą pewność, że nie zemdleje w locie. Teraz jednak potrzebował pomocy.
- Boże, Kam. Co się stało?! – krzyknęła Maya wychodząc do ogrodu by sprawdzić co się dzieje. Szybko podbiegła do swojego przyjaciela i dowódcy by pomóc mu dojść do salonu. Tam znajdowali się Mefistofeles i Asmodeusz. Obaj siedzieli nad jakimiś księgami, lecz kiedy zobaczyli co się dzieje natychmiast się poderwali.
- Mały pojedynek. Przeżyję. – mruknął Anioł Ciemności, kładąc się na kanapie.
- Ładny mi pojedynek. A co do drugiej opcji to się lepiej zamknij. Muszę cię zdiagnozować. – rzekł Mef rzucając pieczęć. Znał się na leczeniu i zabijaniu za pomocą magii, lepiej niż kto inny na świecie. Po chwili mruknął coś do siebie i ściągnął kurtkę. Nie świadczyło to zbyt dobrze. – Złamane żebra, kilka ran i prawie przebite płuco. Spotkałeś gwardię Lucka, czy wpadłeś pod tira? – zapytał ironicznie, po czym zabrał się za leczenie. Uaktywnił kilka zaklęć leczniczych jednocześnie. Powodowało to większy ból, jednak znacząco przyspieszało regenerację ran. Jednak i tak minie dobra doba, zanim dowódca Szarańczy stanie na nogi.

Kamael obudził się w wyśmienitym humorze i mógł z radością stwierdzić, że większość ran zniknęła. Lecz dalej czuł tępy ból w czaszce i torsie. Pieczęcie jeszcze działały, lecz nie z taką intensywnością. Rozejrzał się po pokoju. Był sam. Skanując jednak otoczenie swojej rezydencji wyczuł manę Mefa i Mayi, którzy dotrzymywali mu towarzystwa. Mod gdzieś się ulotnił, ale jak wiadomo każdy z Upadłych miał własne zadania. Lilith natomiast jeszcze nie wróciła z zakupów. Były rycerz Światłości zaczynał się bać o dziewczyny. Lecz po chwili odrzucił głupie myśli. Musiał zrobić kolejny krok.
- Mef. – rzucił w eter telepatycznie. – Musisz coś dla mnie zrobić.

Occ:
Regeneracja całego hp i many


Być Ni­kim to bardziej boli niż być Upadłym Aniołem.
Powrót do góry Go down
http://seishipbf.darkbb.com/t491-karta-postaci-kamael
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Apartament Kamaela   

Powrót do góry Go down
 
Apartament Kamaela
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
SeiShi ::  :: Centrum Miasta-
Skocz do: