SeiShi - Play By Forum ©
 
IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj
Menu

Share | 
 

 Ny-Ny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Ny-Ny



Liczba Postów : 71

POSTAĆ:
HP:
250/250  (250/250)
Mana:
270/270  (270/270)
Strój: Czarne spodnie za kolana, szary t-shirt, gruba, o wiele za duża ciemna bluza z kapturem. Nogi owinięte grubą warstwą bandaży.

PisanieTemat: Ny-Ny   Sro 27 Lis 2013, 01:04

Imię i nazwisko:
Ny-Ny. Skąd infantylny przydomek? Prawdziwe jej imię brzmi Nymphadora w skrócie Nym, ale nie potrafiąc tego wymówić skróciła je jeszcze bardziej. [Czytać Ni-Ni]

Rasa:
Pół-Zwierz. Widzisz te łuski, te pazurki, te ząbki? No właśnie.

Wiek:
Biologicznie gdzieś pomiędzy 11-13 ludzkimi latami, w rzeczywistości trudno powiedzieć. Doświadczenie wprost proporcjonalne do wyglądu.

Wygląd: *
Ktoś by powiedział przeciętna przeciętność. Jest niska, nawet jak na swój wiek, mierzy gdzieś około metra dwudziestu ważąc zaledwie dwadzieścia kilo. Nie wyróżnia się posturą, Ny-Ny jest chuda, koścista i żylasta. Zawsze okrywa ją ogromna czarna bluza z kapturem, pod którą znika drobne ciałko. Szaro-żółta strzecha dawno nie widziała grzebienia i kuje w oczy, że dziewczynka nie przywiązuje wagi do swojego wyglądu. Wśród burych włosów na skroniach kryją się dwa małe rogi, niewidoczne pomiędzy szalonymi kosmykami. Oczęta ma wielkie, szare, z pionowymi źrenicami. Wściekłość, przerażenie albo zwyczajnie podekscytowanie sprawiają, że tęczówki zmieniają barwę na jaskrawą czerwień.
Zwierzęcą połową Ny-Ny jest jaszczurka - potrafi wyczuwać zapachy językiem, dobrze widzi i godzinami potrafi tkwić w jednej pozycji. Jeśli bardzo się skupi jej skóra/łuska potrafi zmienić kolor, ale to wyłącznie w ekstremalnych przypadkach. Niestety, nie posiada jak jej rasa wyłącznie uszu, zębów i ogona bestii. Prościej mówiąc, wyobraźcie sobie sylwetkę dziewczyny, którą ktoś ochlapał farbą. Na ciele znajdują się plamy mniejsze, większe, ale losowo rozłożone miejsca pełne łusek. Lewa dłoń może być całkowicie ludzka, ale dwie wielkie plamy na łokciu i taka zachodząca na cztery palce dłoni, obrastają w ciemnoszarą łuskę i grube pazury. Z resztą jest tak samo, która część ciała jest bardziej gadzia, która ludzka to widać na pierwszy rzut oka… Jeśli byłoby widać.
Nie bez powodu dziewczynka nosi wielką bluzę. Kaptur wiecznie zaciąga na twarz, by nie było widać łusek otaczających oczy i policzek, bo wygląda to wprawdzie szkaradnie. Nogi zasłaniają luźne spodnie za kolana, a stopy wraz z pazurami stara się grubo bandażować, bo nienawidzi nosić butów. Ogonem majta na prawo i lewo, w razie potrzeby strzelając nim jak z bicza. Ponieważ Ny-Ny ma świadomość, że wygląda dość dziwacznie nawet jak na Pół-Zwierza nie lubi pokazywać swojego ciała. Za to w zwierzęcej formie paradować może często. Cała wtedy nieco się kurczy, przybierając postać jaszczurowatego stwora wielkości wyrośniętej iguany.

Takie tam:
 

Charakter:
Ny-Ny jest jeszcze dzieckiem, które los swoim kaprysem obdarzył niebanalnym stylem bycia. Choć młoda to sprytna, czasem irytująca dziewczynka, mająca więcej szczęścia niż zdrowego rozsądku. Lekkoduch, ale jeśli dotyczy to jej osoby. Nie dba o nic, nie przejmuje się sobą, światem… Chociaż widząc jakąś bijatykę chętniej wzięłaby w niej udział niż zignorowała. Pokręcone poczucie sprawiedliwości sprawia, że Ny-Ny często pakuję się w dziwne sytuacje. Bo jak nie rozdrapać twarzy tych gnojków, którzy rzucali kamieniami w psa? Zwierzak wyszedł z tego cało, a ją naprawdę mało co obchodzi, że dranie będą chodzili ze szwami na parszywych gębach. A potem musiała zwiewać z posterunku policji, bo, o zgrozo, chcieli dzwonić po rodziców. Jest typem włóczęgi, pojawia się gdzie jej nie trzeba, wędruję z wiatrem, mając w kieszeniach tylko skradziony portfel, dwa jabłka z napotkanego sadu i chwytliwą melodię w głowię.
Ciekawią ją ludzie, albowiem nie mają żadnych interesujących „przywar” typowo magicznych. Nie żywi do nich miłości ani nienawiści, po prostu są z tym swoimi fascynującym postrzeganiem magii wyjątkowo interesujący. Zawierać znajomości lubi, znajomych ma wszędzie, ale przyjaciół to już nie. Nie wiedzieć czemu, drażni to ich, że ma lepkie palce i zabierze sobie czyjś telefon komórkowy… Na proste pytania Ny-Ny odpowiada w nieprzewidywalny sposób, wprost uwielbia zbijać ludzi z tropu. Zasób jej słów może jest niewielki, za to umiejętnie wykorzystany. Powściąga języka z reguły milcząc, ale gdy coś powie jej język może być żyletką, albo doprowadzić do pasji wygadywanymi bzdurami.
Niemniej, jako dziecko często bywa przestraszona i łatwo ulega emocjom. Instynkt zachowawczy posiada każdy zwierz, ale Ny-Ny zdarza się ignorować rady, które daje jej mózg, by skończyć z siniakami i guzem na głowie. Bywa dziecinna, łatwo się zachwyca i niewiele jej do szczęścia potrzeba. Gdy spotka ją coś złego, zaburczy pod nosem, otrzepie kolana i ogon z pyłu, mówiąc, że zawsze mogło być gorzej. Jak każdy gad lubi ciepło, ale nie przepada za otwartym ogniem. Z zimna nic sobie nie robi, ale nie lubi wody. Boi się piorunów i błyskawic, a zwłaszcza błyski przyprawiają ją o apopleksję. Przestraszona, nie zawaha się ugryźć. Nie cierpi gdy ciągnie się ją za ogon i to od razu sprawia, że wyostrzają się jej kły. Ceni swobodę, przez co często uciekała ze szkoły i wskutek czego wyłącznie umie czytać i się podpisywać, a reszta jest milczeniem. Głównie kieruje się instynktem, za nic mając sobie przyjęte w świecie normy. Lęka się też jednego. Że rodzice kiedyś zmienią zdanie i po nią wrócą, a tego by nie przeżyła…

Lokalizacja:
Shinseina – przypałętała się i nie wie co ze sobą zrobić.

Strona:
Neutralność. Za mało wie o świecie.

Historia postaci:
Wiecie co się działo po Wielkiej Wojnie? Magia i niesamowite stworzenia wkroczyły do świata ludzi. A co z tym idzie, pojawiły się pytania. W miarę jak rozwijała się technologia i zaplecze medyczne, tym bardziej niektórych fascynowały Anioły, Demony. Istoty mające w sobie ten pierwiastek fascynującej i pożądanej mocy – coś, czego ludzie nie mieli.
Więc dlaczego by to, nie zbadać tej przyczyny dogłębniej? Od zupełnie… Innej… Strony…
Znalazła  się kiedyś grupa naukowców chcąca pobawić się w bogów. Inżynieria genetyczna od lat rozwijała się bujnie, dając to nowe rodzaje zmodyfikowanych bakterii, roślinek, czy chrupek owocowych na półkach supermarketu. Ale pomiędzy chrupkami a istotą rozumną istnieje przepaść, którą parę niewyżytych w laboratoriach indywiduów postanowiło przeskoczyć. Zdarzało się, że ludzie zaginęli, od tak, bez wieści. Więc nie powinno kogoś zdziwić, że z padołu wyparował nagle Pół-Zwierz czy Demon. Niech dusze zaznają spokoju tych, których wnętrzności pływają w słoikach z formaliną. Oczywiście nauka się rozwija, a jakże. Z etapu sekcji laboranci przeskoczyli oczko wyżej do wiwisekcji. Krzyki niosły się echem po sterylnych korytarzach, ciągnąc za sobą tylko zapachem krwi i detergentów. Jasne było, że rząd o niczym nie wiedział. A jeśli wiedział, to przymykał oko. Poznawanie słabości stworzeń potrafiących wbrew prawom fizyki zwalić budynek kulą energii było wizją kuszącą. W ten sposób wojsko miałoby asa na każdą z ras. W tajnym schronie więc robiło się rzeczy tajemnicze, nie zawsze przyjemnie, nie zawsze ładne, nigdy legalne. Każdy kto tam pracował musiał swojej moralności oraz odruchom serca powiedzieć papa przy składaniu aplikacji i zaopatrzyć się w mocne nerwy. Niektóre obiekty badań wymagały również stalowego żołądka i to nie tylko z powodów wizualnych.
Projekt ten działał nie tylko w podziemiu. Siatka sięgała dalej niż ktokolwiek myślał, nawet do miejskich i prowincjonalnych szpitali.
Każda historia ma swój początek, a ta zaczęła się od pewnego, jakże banalnego dnia. Kto by przypuszczał, że ludzka kobieta zajdzie w ciążę z Pół-Zwierzem, jaszczurem? To byłby ciekawy obiekt badań, pierwszy przypadek pomieszania ras. Czy dziecko będzie bezpłodne, tak jak krzyżówki koni i osłów? Jak w ogóle przebiega ciąża? Dziecko ma cechy gadzie, to są stworzenia zmiennocieplne, poza tym gady tkwią w skorupach jaj a nie ludzkich łożyskach… Jak to możliwe, że ostre łuski i pazury rosnące na palcach maleństwa nie ranią kobiety? Biologia nie była w stanie wytłumaczyć wielu tych pytań, ale naukowców aż świerzbiło. Przygotowali nawet słoiki z formaliną.
Dziecko urodziło się takie jakieś… Dziwne. Geny anonimowego ojca przeważyły, pokrewieństwo z łuskowatymi stworami było od razu widoczne. Ekspresja cech niestety ujawniała się w sposób niekontrolowany, dlatego dziecko wyglądało jak połączenie jaszczuroluda z różowym i wrzeszczącym brzdącem. I niestety, może dlatego  maleństwo było słabe, drobniutkie i delikatne. Bez zwłoki podłączono je do systemu podtrzymującego życie i niemowlę tkwiło w szklanej bańce okablowane i przyczepione do serii pikających urządzeń.
Matka zmarła niedługo po porodzie, a maleństwo poszło w jej ślady. Zbyt kruche połączenie genów nie miało jak zaistnieć w okrutnym świecie. I tu laboranci podjęli kroki.
Ciało zbadano dokładnie. Wyodrębniono poszczególne geny, a potem długo, długo tkwiono po nocach w laboratoriach. W końcu w szklanej tubie unosiło się w płynie niemowlę, rozwijając się powoli. Kropka w kropkę, identyczne do pierwowzoru z tymi samymi różkami, łuskami i pazurkami, rosło w wielkiej probówce. Kto wie… Czy to klon, czy w jakiś magiczny sposób udało się im przywrócić dziecko do życia? Twórca i zwierzchnik badań potrafił tkwić godzinami przy słoju, wpatrując się w maleństwo.
Eksperyment miał ciekawe efekty uboczne, bo na jednym obiekcie się nie skończyło. Do próbki genów pobranych od dziewczynki dorzucono całą kolekcje gadziego DNA i wyhodowano jaszczurowatego stwora wielkości średniego psa, potrafiącego chodzić na tylnych łapach. Stworzenie odmawiało przyjęcia pokarmów dopóki nie wrzucono do klatki żywego kurczaka. Z biednego ptaka została tylko zeschnięta skorupa gdy wychłeptano jego krew i wnętrzności. Po paru dniach jeden z naukowców wypuścił draństwo gdzieś w górach. Tak zaczęły się legendy o Chupacabrze…
Minęło parę lat, podczas których udoskonalano ją, albowiem naukowcom do głowy przychodziły to nowe rzeczy, które można wziąć pod uwagę przy tym potworku. Kilka dni potem w laboratorium wybuchła panika, alarmy wyły jak szalone…
A w tym czasie dziewczynka trafiła do domu. W lepszym zdrowiu, rumiana i nic nie wskazywało na to, że coś było z nią nie tak. Postanowił zaopiekować się nią jeden z naukowców, nie bynajmniej, że niby zrobiło mu się żal zrekombinowanej sierotki.
Nymphadora miała nietypowe usposobienie. Jej rodzice opływali w dostatki, byli obrzydliwie bogaci i ważna dla nich była opinia społeczna oraz prestiż i jej to kompletnie nie obchodziło. Nym, ze swoim pokręconym wyglądem psuła nieco ten image, ale historia z zaadoptowanym dzieckiem tworzyła wizję troskliwych rodziców kochających bezwarunkowo małego potworka. Guzik.
W miarę jak dziewczynka rosła, widać było, że nigdy nie dorówna swoim rówieśnikom. Uciekała z prywatnych zajęć lekcyjnych, darła sukienki i drapała meble. Odmawiała siedzenia przy stole i umykała wieczornym kąpielą, woląc wytarzać się w piasku. Do tego odkąd nauczyła się mówić, zwracała się do siebie w trzeciej osobie i to tym durnym zdrobnieniem Ny-Ny. Ojciec troszkę się niepokoił. Zdarzały się drobne wypadki w laboratoriach i eksperymenty dążyły często do własnej zguby. Na przykład jeden małpolud zagłodził się, a krzyżówka kota i myszy… Powstał wielgachny, agresywny gryzoń z niesamowitym poczuciem równowagi, który nie potrafił trawić ani mięsa ani ziarna. No i zdechł z głodu. Owcopies też miał przerąbane.
Ny-Ny w wieku siedmiu lat zaczęła mieć napady… Agresji? Błąd. Nie była to agresja, ale instynkt zwierzęcy, za dobrze rozwinięty w drobnym ciele. Często wdrapywała się na sufit i tam przyczepiała pazurami, potrafiąc przesiedzieć dwie godziny przyklejona do żyrandola i nawet nie mrugnąć. Gdy ktoś pojawiał się na jej terenie, mogła skoczyć na plecy i dotkliwie podrapać. Zaczynała też polować. W ogrodzie czaiła się i z krwawymi ślepiami łowiła szczury i ptaki, które nierzadko potem kończyły w żołądku. Matka dostawała histerii na widok krwi na twarzy Ny-Ny i piór między ostrymi ząbkami. Niektóre gady potrafią polować na ludzi, więc powinna się cieszyć, że do głowy dziewczynce nawet nie przyszły te praktyki. Pomimo zacofania, wyznawała zasadę, że to, czego nie zamierza zjeść, nie zabija, bo to jest zwyczajnie wredne. Nie rozlewała krwi dla przyjemności, chociaż ciągnęło ją coraz bardziej do wolności.
Wytłumaczenie było proste. Cokolwiek naukowcy zrobili, jaszczurze geny przeważały w takim stopniu, że niektóre cechy ludzkie rozmywały się. Ny-Ny nie rozumiała(ekhem, ekhem, do końca znaczy się) pojęcia prywatności i rzeczy osobistych. Tematy tabu i taktowność były tylko trudnymi słowami. Działała pod wpływem impulsów, które gatunek ludzki w ciągu ewolucji stracił by stać się najinteligentniejszą formą życia na Ziemi. Było w niej więcej ze zwierzęcia, w każdym razie psychicznie. W wieku dziewięciu lat nie tylko uciekała z lekcji, ale też z domu. Potrafiła wyjść w środku nocy i wrócić po tygodniu, nie rzadko po miesiącu. Gdzie się włóczyła? Tu i tam. Ciągle kłóciła się z rodzicami, nie potrafiącymi zrozumieć, że to nie ona zjadła kota sąsiadów. Ciągnęło ją do świata, ale czuła, że ma wobec nich jakąś powinność, która nie pozwalała Nym całkowicie opuścić domu. Aż do dnia…
Wtedy wyjątkowo nabroiła. Rodzicie przyjmowali właśnie ważnego gościa, gdy wróciła z wyprawy. Liście we włosach, krew na twarzy i pazurach, dwa martwe gołębie w garści. Wątpliwego wdzięku obrazek. Matka oczywiście zaczęła wrzeszczeć, ojciec zbladł, a gość nie wiedzieć czemu zaczął machać rękoma i kłócić się z ojcem wskazując na Ny-Ny ręką.
Usłyszała coś, że jest potworem, który miał zostać zlikwidowany. Że co on sobie wyobrażał, kraść eksperyment z rządowych laboratoriów. Że ostatni klon rozszarpał żywcem naukowca, zaczęło się od zarzynania królików a skończyło na ludziach. Że objawem lekkomyślności było wyprowadzać to coć na powierzchnie. Że to kwestia czasu, aż ich wszystkich zagryzie we śnie.
Wszystko stało się bardzo szybko. Gość, nieznajomy mężczyzna znalazł się nagle przy Ny-Ny zaciskając jej dłoń na gardle. Matka zemdlała, ojciec wrzeszczał, a dziewczynka miotała się widząc czarne plamy przed oczami. Ratując się wyszczerzyła kły i rozorała policzek niedoszłemu mordercy. Następnie obróciła się gwałtownie, ogon strzelił zostawiając na piersi znak jak od bicza.
Strzał. Ojciec ściskał pistolet, stojąc nad ciałem mężczyzny. Patrzył na Ny-Ny szklanym spojrzeniem i choć nie rozumiała co do niej mówił, zapamiętała te słowa do końca życia.
- Nie pozwolę by zniszczyli moje dzieło. Jesteś tworem wielu lat ciężkiej pracy. Stworzyłem Cię dziecko. Od podstaw. Badałem jak poradzisz sobie w świecie i sądzę, że dasz sobie radę. – Uśmiechnął się szaleńczo. – A teraz uciekaj. Owoc mojego geniuszu nie może zginąć. Uciekaj Nym. I nigdy nie wracaj.
Więc uciekła.

Technika:
~Ugryzienie
~Wyczuwanie

Ekwipunek:
~Blaszana harmonijka
~Zwitek nieco przybrudzonych bandaży
~Skradziony portfel
~Scyzoryk

Statystyki:
Siła: 3
Szybkość: 20
Życie: 7
Skupienie: 10

Punkty Nauki: 30

HP: 70
Mana: 100

* Wysnułam taki a nie inny wygląd postaci, niestety jak na złość nigdzie nie było odpowiedniego obrazka, dlatego av to postać Ny-Ny tylko bez łusek na twarzy i rękach.


Ostatnio zmieniony przez Ny-Ny dnia Sob 07 Gru 2013, 08:44, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
http://seishipbf.darkbb.com/t475-ny-ny
Shiyu Wolf
Admin Twórca


Liczba Postów : 549

POSTAĆ:
HP:
103/200  (103/200)
Mana:
220/220  (220/220)
Strój: http://i41.tinypic.com/awfcjk.jpg

PisanieTemat: Re: Ny-Ny   Sro 27 Lis 2013, 03:08

Ciekawa historyjka. Nie mam nic do zarzucenia. Akcept.


[You must be registered and logged in to see this image.]

Mowa - #37ceff
Myśli - #3399ff

DAN DAN
Kokoro hikareteku
Sono mabushii egao ni
Hatenai yami kara tobidasou
Hold My Hand!
Powrót do góry Go down
http://seishipbf.darkbb.com/t473-karta-postaci-shiyu-nono-wolf
 
Ny-Ny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
SeiShi :: Karty postaci-
Skocz do: